Subskrybuj
Redaktor w Wydawnictwie Znak, absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.

Lustereczko, powiedz przecie…

"Wszystko o Ewie", filmowe arcydzieło z 1950 r., za sprawą poruszanego tematu, ale i sposobu realizacji – ówczesnej gry aktorskiej, deklaracji wygłaszanych przez bohaterów w monologach, ujęć kręconych niemal wyłącznie we wnętrzach – sprawia dziś wrażenie bardzo teatralnego. To paradoks, że przedstawienie w roku 2019 stara się być jak najbardziej filmowe.

Było tylko kwestią czasu, żeby twórcy teatrów dramatycznych West Endu i Broadwayu zaczęli sięgać po scenariusze filmowe. Zjawisko adaptowania filmów na musicale znane jest tu od lat. To trend podobny temu, który twórcom filmowych superprodukcji każe myśleć raczej o kontynuacjach i różnego rodzaju przeróbkach – prequelach, remake’ach i spin offach – niż o nowych, oryginalnych opowieściach. Zgodnie z logiką inż. Mamonia, dziś tak wiernie wdrażaną przez algorytmy serwisów internetowych, lubimy to, co dobrze znamy. A skoro tak, podobnych treści trzeba nam dostarczać jak najwięcej.

Musicale z filmowym pierwowzorem mają jednak pewną przewagę: zmiana medium sprzyja powstawaniu nowej jakości. Zdarza się więc, że dzieła fabularnie bliskie oryginałom pod względem estetycznym są świeże, a światopoglądowo nawet odważniejsze, choć w granicach musicalowej konwencji. Billy Elliot, Legalna blondynka czy

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie