W Marrakeszu nie przywiązuje się wagi do fasady – dom buduje się „do środka”. Jego sercem jest przykryty niebem dziedziniec. Od zewnątrz nie ma nawet okien – to ochrona przed słonecznym żarem, ale także przed wścibskim spojrzeniem. Również uliczki starej mediny wiją się jak ciemne wnętrze muszli. Stragany błyszczą kolorami materii, skór, polerowanych naczyń. Piętrzą się piramidy przypraw, ziół, naturalnych kosmetyków. Bezcenny olej arganowy, wiadra czarnego mydła, kawałeczki drzewa sandałowego i sproszkowane lapis-lazuli. To miasto przyciąga, przywołuje: głosami samozwańczych przewodników, naganiaczy, handlarzy. Uchylą rąbka tajemnicy, odsłonią mroczne wnętrzności. I w końcu wyprowadzą, wskażą drogę do światła.
Arabska noc, arabski dzień Trudno…