Wśród pisarzy swojego pokolenia Jerzy Sosnowski być może najbardziej otwarcie przyznaje się do inklinacji religijnych. W wywiadach podkreśla, że jest „pisarzem kryptoreligijnym”, co odczytuję przede wszystkim jako deklarację formalną w tym sensie, że określa ona pisarską strategię autora Prądu zatokowego. W jego powieściach bowiem wątki religijne nie są podane kawa na ławę, nie dominują planu fabularnego, nie rażą nachalną tendencyjnością ani mierną publicystyką. Sadowią się raczej pomiędzy poszczególnymi rejestrami powieści, przyklejają się do bohaterów, wyzierają zza dyskretnej aluzji czy trawestacji biblijnego tekstu. Spotkamy się w Honolulu, najnowsza proza Sosnowskiego, zachowuje tę metodologię, choć – przyznać trzeba – z dużo lepszym skutkiem niż przegadana chwilami Instalacja Idziego. W nowej książce warszawski pisarz splata dwie…
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.