I.
O nowoczesności w sztuce właściwie mówić nie należy. Po pierwsze: nowoczesność nie jest jakimś fenomenem wyjątkowym, dzisiejszym tylko; każda epoka ma swoją sztukę nowoczesną. Proces rozwoju sztuki jest procesem dialektycznym, obok zjawiska ciągłości występuje w nim zjawisko buntu; na przemian po sobie następują prądy przeciwstawiające się sobie nieraz bardzo radykalnie. W każdej dziedzinie sztuki (…) artysta szuka form wyrazu, które by najlepiej oddawały jego wizję artystyczną, jego treści wewnętrzne, a także treści epoki. Owe treści epoki artysta wyraża, czy chce czy nie chce, czy jest tego świadom czy też nie. Musi je wyrażać, bo podlega ciśnieniu historii (…).
Po wtóre: pojęcie nowoczesności jest dość nieokreślone. Wobec faktu, że w sztuce obok wątków zrywających z tym, co było przedtem, mamy zjawisko ciągłości, trudno powiedzieć, co jeszcze jest nowoczesne, a co już nie jest, gdzie jest granica między nowoczesnością a – powiedzmy – tradycjonalizmem. Ustalenie tej granicy zawsze będzie skutkiem przyjęcia jakiejś konwencji. Dla radykalnych zwolenników nowoczesności np. w malarstwie, zwolenników taszyzmu czy sztuki abstrakcyjnej, tacy malarze jak Picasso, Klee czy Miró będą należeć do sztuki przedstawieniowej, a więc już nie nowoczesnej. Przeciwnicy nowoczesności będą zaliczać do nowoczesności wszystko co zjawiło się w plastyce po Cézannie, a może nawet po Manecie. W jednym z miast Niemiec Zachodnich zdarzyło się ostatnio, że szereg melomanów z oburzeniem zwróciło abonamenty filharmonii, która ośmieliła się umieścić w programie utwory tak groźnego modernisty i rewolucjonisty jak zmarły przed 20 laty Maurice Ravel. (…)
Po trzecie: nie należy mówić o nowoczesności w sztuce, właściwie bowiem nie ma sztuki nowoczesnej i nienowoczesnej, jest tylko sztuka dobra i zła, albo inaczej: sztuka i nie-sztuka. Czy jednak istnieją kryteria obiektywne, co jest dobrą sztuką? Odpowiedź na to pytanie należy do filozofów. Jeśli wolno się pokusić o odpowiedź przedfilozoficzną, to sądzę, że kryteriów obiektywnych nie ma, co nie znaczy, by oceny sztuki należały do dziedziny absolutnego subiektywizmu. Istnieją bowiem jakieś kryteria intersubiektywne, jakiś consensus communis, jakaś demokratyczna opinia, w większości powstająca…