„Na salonach różnica między »pisarzem« i »pisarzem science fiction« odpowiada różnicy między »aktorem« i »aktorem porno«” – pisze Jacek Dukaj w najnowszej minipowieści o znamiennym tytule Science fiction, w dosadnym bon-mocie uchwytując to, o czym doskonale „wszyscy wiedzą”: fantastyka to z założenia literatura niepoważna, eskapizm od życia, w najlepszym razie maszynka do robienia pieniędzy na fanach Harry’ego Pottera i Władcy Pierścieni. Rozpatrując jednak rzecz sine ira et studio, jak faktycznie zważyć ciężar tekstu, jego znaczenie, istotność? Poczytnością? Podejmowaniem najpopularniejszych w danym czasie tematów? Liczbą prominentnych nagród? Grupą kontynuatorów? W prozie niegatunkowej jednym z wyznaczników – zwłaszcza obecnie, jak przekonująco wywodzi Jerzy Sosnowski w eseju W obronie metafizyki („Więź” 2011, nr 5/6) – jest związek opisywanych zdarzeń z aktualną problematyką, nadającą ton niebeletrystycznej publicystyce społecznej czy politycznej. Zastanówmy się zatem – czy fantaści, kreując niemożliwe światy, nie piszą tak naprawdę o współczesnej Polsce?
Polska na powrót odkrywanaTemat Polski w prozie gatunkowej to nie wynalazek dzisiejszych czasów. W PRL-u był popularny nurt „kryminałów milicyjnych”, z których podśmiechiwał się Stanisław Barańczak w Książkach najgorszych. Przynajmniej w założeniach ich akcja działa się „tu i teraz” i portretowała istotne problemy społeczne; w rzeczywistości były to nieintencjonalne fantazje…