Wystąpienie Wita Szostaka odrobinę mnie zaskoczyło. Najpewniej uśpiła mnie dwunastoletnia cisza. Właśnie około roku 2000 mieliśmy do czynienia z ostatnią falą lamentów i złorzeczeń, nie tyle nawet z wielkim wołaniem o „nowe Przedwiośnie”, gdyż to miało miejsce kilka lat wcześniej, ile z ubolewaniem, że syntetyczny i powszechnie akceptowany powieściowy portret wolnej Polski (tej, która wyłoniła się po przełomowym roku 1989) nie powstał. Liczni krytycy i publicyści byli podówczas zgodni co do jednego: polska proza zawiodła. Czyli jak u Szostaka wiele lat później: Polska obok powieści, powieść obok Polski. Tak więc nie spodziewałem się, że problem powróci. Bo też byłem przekonany, że jest już „pozamiatane”, że nade wszystko ów brak wielkiej powieści przestał być odczuwany jako deficyt, i…
Krytyk i badacz literatury, pracownik Zakładu Literatury Współczesnej UŚ w Katowicach, redaktor kwartalnika kulturalnego „Opcje”. Autor m.in. książek krytycznoliterackich Zawód: czytelnik (1999) i Wielkie Wczoraj (2004). Ostatnio opublikował Kto im dał skrzydła. Uwagi o prozie,...