Kto był ofiarą, kto katem? Kto prześladowanym, a kto ciemiężcą? Jak w istocie realizowany był system segregacji rasowej? Czy za jego zniesieniem stały wzniosłe ideały, czy wyrachowana strategia polityczna? Za ratuszem i sądem droga biegnie dalej wzdłuż sklepów z żywnością i towarami rolniczymi, przed którymi zatrzymują się półciężarówki właścicieli okolicznych farm. Farmerzy, śliniąc palce, odliczają przy kasach banknoty i nieufnymi spojrzeniami śledzą czarnoskórych subiektów, którzy wkładają zakupy do papierowych toreb i kartonów i ładują na samochody. Na rogatkach, za stacją benzynową Caltex, mijając wielki sklep Overland z napojami alkoholowymi, miejska ulica przeradza się w drogę R30 i biegnie dalej przez pusty step do czarnego Tshingu, który choć liczy kilkanaście tysięcy dusz, wciąż uważany jest tylko za ubogie i nędzne przedmieście białego dwutysięcznego Ventersdorpu. W Tshingu droga znów się rozwidla. Jedna odnoga zawraca w prawo i znów jako krajowa magistrala N14 pędzi dalej przez tysiąc kilometrów aż do Springbok na brzegu Atlantyku. Po drodze przeciska się przez nieliczne miasta: Coligny, Delareyville, Vryburg, Upington i Kuruman, oazę na skraju pustyni Kalahari, gdzie szkoccy misjonarze doktor David Livingstone i Robert Moffat nawracali miejscowych Tswanów, Hotentotów i Buszmenów na chrześcijańską wiarę. Im dalej na zachód, tym częściej kukurydziane pola ustępują grodzonym kolczastym drutem, zszarzałym pastwiskom dla…