Subskrybuj

Nowojorskie sny

7 czerwca 2009. Wyborcza noc w Polsce. Medialne szaleństwo trwa. Dwadzieścia lat po obaleniu komunizmu jesteśmy częścią zjednoczonej Europy. Od kilku miesięcy w „opiniotwórczych” mediach pojawiają się lepkie od słodyczy laurki i jedynie słuszne refleksje o skoku cywilizacyjnym, jaki dokonał się w naszym kraju po 1989 roku. Polska jawi się jako kraj niepozbawiony wad, ale będący na właściwej ścieżce rozwoju.

W Nowym Jorku upalna i leniwa niedziela wyborcza skłania do innych refleksji: dlaczego przybywający tu Polacy wciąż często pozostają, nie wracają i dlaczego pojawiają się nowi, młodzi, zdolni, kreatywni, którzy błyskawicznie zakochują się w tym dusznym mieście?

Dwoje w MieścieW wyborczy wieczór siedzimy w jednej z knajp w pobliżu Houston Street. Trwa wernisaż prac młodej polskiej fotografki. Na ścianie prowizoryczny ekran, prezentacje, krótkie filmy. Pozytywne zamieszanie, międzynarodowe towarzystwo, sporo Polaków. Popijając drinki, rozmawiamy o wszystkim, tylko nie o Polsce. Zapominam, że dziś w moim kraju dzieje się coś ważnego. Siadamy z R. w kącie, z dala od zgiełku. Opowiada o sobie i o Mieście, na punkcie którego ma kompletnego fioła. Pozytywnego. Jestem pewien, że niewielu „rdzennych” nowojorczyków dysponuje taką wiedzą na temat Miasta jak ona. Opowiada szybko, może nawet gorączkowo, jakby wszystko, co wie, chciała przekazać mi w jeden wieczór. Jak z rękawa wyciąga niezwykłe nowojorskie historie, swobodnie rzuca datami, tytułami publikacji, które według niej powinienem przeczytać, przejrzeć. Mieszka tutaj jedenaście lat. I nie wyobraża sobie, by mogła żyć gdzie indziej. Jest w komfortowej sytuacji. Teraz. Podobnie jak większość rodaków przyjechała z wbitą w paszport półroczną wizą. Została dłużej. Miłość – do Miasta też, ale głównie do K., który na szczęście miał już amerykańskie obywatelstwo. Dlatego się pobrali. Bo, jak twierdzi, papier nie był im potrzebny, ale zielona karta dla niej – tak. W Polsce miała niezłą pracę, jej nazwisko w środowisku, w którym się obracała, coś już znaczyło. A mimo to, wsiadając do samolotu, czuła, że nie wróci. Nie przeszła jednak typowej dla emigranta „ścieżki zdrowia”. Nie pracowała „u Żyda”,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nieobecność Kołakowskiego