Subskrybuj
Prof. dr hab. literaturoznawca, pracownik IFP Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Gorzkie prawdy. O książce Barbary Stanisławczyk Czterdzieści twardych

Mówiąc nieskromnie, przez ostatnie lata przeczytałem sporo z tego, co się ukazało na temat Zagłady. Są w tej grupie teksty wspomnieniowe, reportażowe, jest literatura piękna. O Czterdzieści twardych wiedziałem od dawna, wszak pierwsze wydanie książki Barbary Stanisławczyk ukazało się dwanaście lat temu. Nie potrafię dziś powiedzieć, dlaczego wcześniej nie sięgnąłem po ten tom. Raz czy dwa przejrzałem pobieżnie jego treść tak, by się zorientować, czego dotyczy. Wiedziałem więc, że chodzi o ukrywanie Żydów przez Polaków. To mi wystarczało.

Całkiem niedawno – bazując na utworach prozatorskich i tekstach wspomnieniowych – opublikowałem szkic o donosach na Żydów. Gdybym teraz po lekturze Czterdzieści twardych miał napisać go od nowa, nie zmieniłbym nic w jego zasadniczych fragmentach. Jedynie bardziej wyeksponowałbym rolę strachu jako jednego z powodów, dla których wydawano Żydów. Tak się stało, że druga edycja reportaży Stanisławczyk sąsiaduje w czasie z polskim przekładem Daniela w jaskini lwa Nechamy Tec. Autorka biografii Oswalda Rufeisena czyni takie oto wyznanie, które dobrze koresponduje z treścią Czterdzieści twardych: „Oswald uważał, że podczas wojny każdy Żyd miał obowiązek ratowania innych Żydów, i to bez względu na ryzyko własne. Dla Polaka ratowanie Żydów nie było ani powinnością, ani obowiązkiem. Polak, który ryzykował własne życie dla Żydów, dokonywał czynu wykraczającego poza granice obowiązku. Niesienie ratunku należałoby tutaj rozpatrywać na płaszczyźnie moralnej wyższego rzędu, a zdradę takiego czynu jako szczególnie zasługującą na potępienie”. Jakże przejmująca i prawdziwa…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Śmierć i medycyna