Książka, której tytuł brzmi Ostatni egzamin. Refleksje chirurga o śmiertelności, daje znakomitą okazję do zastanowienia.Jej autorka, Pauline Chen, wyróżniona kilka lat temu tytułem Lekarza Roku córka emigrantów z Tajwanu, kształciła się na najlepszych uczelniach Stanów Zjednoczonych. Po pierwszych studiach na Harvardzie, jak tego wymaga system amerykański, w którym medycyna i prawo to studia podyplomowe, ukończyła medycynę na prestiżowej uczelni Northwestern w Chicago. Specjalizację w zakresie chirurgii odbyła na uniwersytecie Yale, a onkologiczną w Narodowych Instytutach Zdrowia pod Waszyngtonem. Ale Pauline Chen to nie tylko wybitna profesjonalistka, to także lekarka z sercem. Lektura pozwala nam lepiej uchwycić paradoks: zawód zakładający troskę o chorego wypływającą z wrażliwości na drugiego człowieka wymaga jednocześnie odporności, swoistego odwrażliwienia. Konieczne jest pewne “znieczulenie”, opanowanie instynktownych reakcji. Zagrożeniem przecież mógłby stać się drobny nawet odruch wstrętu, wahanie mogłoby sparaliżować lekarza. Chen przyznaje, że nadwrażliwość (choćby na przykład przy czymś tak rutynowym jak robienie zastrzyków)…