Łatwiej jest pisać o kłamstwie, czego już próbowałem. Łatwo i przyjemnie jest nabijać się z kłamstw i kłamstewek chociażby polityków, ale faktycznie nas wszystkich. Jakże przeżyć dzień bez kłamstwa? Obyczaj – mądry doświadczeniem tysięcy pokoleń – wypracował na to swoje sposoby; niedawno obchodziliśmy dzień kłamstwa i kłamców, mocą starorzymskiej tradycji przypadający 1 kwietnia. Ale próżno szukać w kalendarzu dnia prawdy. Fanatyk prawdomówności zbrzydzony rutyną życia w kłamstwie już pierwszego dnia stałby się wrogiem publicznym. Czy można, nie kłamiąc, powiedzieć czule „jak się masz, kochanie?” niesympatycznej osobie, z którą wypada rano wstać z pościeli? A potem podobnie przez cały dzień: nie da się wprost powiedzieć mężowi prawdy, że jest nieznośny, dzieciom, że nieudane, szefowi, że głupi, koledze, że oszust, kochankowi, że nudny – trzeba trochę kłamać. Jak lekarz ma bez kłamstwa rozmawiać z pacjentem, jak opowiadać dzieciom bajki, które z samej istoty opisują rzeczywistość nieprawdziwą? Łatwo zidentyfikować kłamstwo, tym bardziej że tyle kłamliwej tandety nas wokół otacza. Ale gdzie jest prawda? Jak odnaleźć jej złote ziarno w miałkim piachu codzienności? W jakim sicie odsiewać ten uciążliwy balast? No i jaka prawda? A może czyja? Sceptyczne pytanie Poncjusza Piłata: „cóż to jest prawda?”, dźwięczy nad światem bez zadowalającej odpowiedzi. A przecież – jeśli wciąż szukamy prawdy, to wierzymy w możliwość jej znalezienia. Ciągle przecież słyszymy: „prawdziwa wiara”, „prawdziwi Polacy”, „prawdziwa demokracja”, prawdziwe to, prawdziwe tamto… Same prawdziwki, chociaż wiadomo, że łatwiej znaleźć muchomora albo i szatana. „Prawda nas wyzwoli!” – wołają faceci, którzy właśnie dostali wypieków na twarzy od wertowania teczek z wiadomymi donosami. Cóż to jest prawda? Pamiętajmy, że Jezus na pytanie Piłata nie udzielił odpowiedzi,…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.