Ilustracja: Ewelina Karpowiak
Julianna Jonek-Springer luty 2020

Sztuka kompromisu

Jesteśmy w Dowodach na Istnienie fetyszystami formy. Jeśli nie ma formy – nie będzie dobrej opowieści, jedynie garść informacji.

Artykuł z numeru

My, rodzice osób LGBT+

My, rodzice osób LGBT+

Redaktor jest – w moim odczuciu – najlepszym przyjacielem autora (chociaż znam autorów, którzy by się z tą opinią nie zgodzili). Jestem w szczególnej sytuacji, ponieważ redaguję niemal wyłącznie te książki, które jednocześnie wydaję. Dlatego zapewniam autora już na początku pracy: pamiętaj, mamy wspólny cel, zależy nam, aby książka była jak najlepsza. I tylko to się liczy.

Już w czasie pierwszego czytania robię poprawki, wprowadzam uwagi, dopisuję pytania, gdy coś jest niezrozumiałe. Czasem zdarza się, że te niejasności znajdują uzasadnienie w dalszej części tekstu – wówczas wykreślam swoją wątpliwość. Pracuję oczywiście w trybie śledzenia zmian, ale poza tym mam własny system różnorakich oznaczeń, kolorów, dopisków, dlatego tekst po pierwszej redakcji jest pokreślony, pstrokaty, ze znakami zapytania. Często piszę wtedy do autora: nie przerażaj się, to tylko tak strasznie wygląda. Z chaosem, który wprowadzam w czasie pierwszej lektury, autor musi sobie poradzić samodzielnie – tekst trzeba „odgruzować”: zmiany zaakceptować lub odrzucić, ustosunkować się do komentarzy, odpowiedzieć na pytania.

Czasami usuwam znaczne partie tekstu. Autorzy miewają trudność w selekcji materiału. Wiedzą, ile pracy kosztowało ich zdobycie tej konkretnej informacji, ile wysiłku. Na szczęście ja tego nie wiem! Czytelnik też tego wiedzieć nie będzie. Mogę powiedzieć: to zbyteczne, obok tematu, nieistotne. Czasem prowadzimy z autorem negocjacje: w porządku, zostawimy tę historię, ale za to poświęcisz inną. Bywa i tak.

Po pierwszym „przewietrzeniu” – kiedy wraz z autorem wyczyścimy tekst z moich propozycji i komentarzy – w kolejnym czytaniu dodaję następne uwagi. Tym razem jest już ich mniej, ale właściwie pojawiają się na każdym etapie pracy nad tekstem, aż do chwili wysłania książki do drukarni.

W czasie drugiego czytania zaczynam się również zastanawiać nad strukturą poszczególnych rozdziałów czy części i konstrukcją całości. Konstrukcja to szkielet tekstu czy książki. Jeśli jest nieprzemyślana, nieuzasadniona lub niespójna – tekst się posypie. Można dzięki niej również wiele uratować, np. zamaskować różnego rodzaju braki, także dokumentacyjne. Dobrze skonstruowany tekst to połowa sukcesu, dlatego bardzo lubię pracować z autorem, jeszcze zanim zacznie pisać. Wtedy możemy przegadywać szkielet od samego początku.

Bywają autorzy, którzy lubią być pozostawieni w swoim procesie twórczym sami sobie. Większość jednak potrzebuje wsparcia. Niekoniecznie jest to bezpośrednia pomoc, nie chodzi o podpowiadanie gotowych rozwiązań, ale raczej o to, żeby być dla autora zawsze wtedy, kiedy ma potrzebę skonsultować z kimś swoje wątpliwości. Wiele świetnych pomysłów zrodziło się właśnie dzięki rozmowom. My zresztą zarówno w wydawnictwie Dowody na Istnienie, w księgarni Wrzenie Świata, w samej Fundacji Instytut Reportażu, jak i nawet u nas w domu nieustannie rozmawiamy o książkach. Zazwyczaj właśnie o tym, jak są napisane, kto na jaki pomysł wpadł, czy forma pomogła treści, czy wręcz przeciwnie.

Jesteśmy w Dowodach na Istnienie fetyszystami formy. Jeśli nie ma formy – nie będzie dobrej opowieści, jedynie garść informacji. A przecież to ma być przede wszystkim książka, literatura, która da czytelnikowi przyjemność, nie tylko wiedzę. W.G. Sebald powiedział, że informacja nie porusza tylko dlatego, że jest prawdziwa. Hanna Krall z kolei poradziła Mariuszowi Szczygłowi: wszystko musi mieć swoją formę, nawet nieobecność. Proszę przeanalizować, ile ciekawych rozwiązań formalnych jest w książce Nie ma.

Najważniejsze, o czym redaktor nigdy nie może zapomnieć, jest to, że książka należy do autora, dlatego wyłącznie on ma ostatnie słowo. Nigdy nie robię nic wbrew niemu. Redakcja jest sztuką kompromisu oraz przekonywania do swoich racji. Wiem, że uchodzę za surową redaktorkę, o czym lubi mi przypominać mąż (którego jestem pierwszą czytelniczką i któremu wiele w tekstach podpowiadam lub poprawiam, ale nigdy ostatecznie nie redaguję jego książek, ponieważ – jak twierdzi Filip – musi mieć możliwość powiedzenia redaktorowi bez dalszych konsekwencji, żeby spadał). Ale nigdy nie pokłóciłam się z autorem, praca zawsze odbywa się w przyjemnej atmosferze. I że usunęliśmy wspólnie połowę albo i więcej pierwotnego tekstu, a nad drugą połową pracowaliśmy w pocie czoła, to przecież dla czytelnika nieistotne. Książka, która trafia do jego rąk w księgarni, powinna być swoją najlepszą wersją.

Pozycja, która świetnie opisuje pracę redaktora, to Geniusz (w oryginale: Max Perkins: Editor of Genius) A. Scotta Berga, biografia Maksa Perkinsa, legendarnego redaktora, który był akuszerem powieści takich geniuszy, jak F. Scott Fitzgerald, Thomas Wolfe czy Ernest Hemingway. Podkreśliłam w niej wiele zdań (bo również jako czytelniczka dyskutuję z książkami), m.in. takie: „Oto przykład dwóch cech, które wyróżniają dobrego redaktora: umiejętność dostrzeżenia dobrej książki mimo jej usterek – nawet budzących niepokój – oraz wytrwałość w pracy pomimo zniechęcenia, aby wydobyć cały potencjał książki”.

 

Kup numer