Nie pamiętam, co jeszcze stało w witrynie starej tokijskiej kawiarni oprócz wazonu ze zmieniającą się kompozycją kwiatową, porcelanowej filiżanki wypełnionej plastikową kawą o zmętniałej powierzchni i laleczki kokeshi z prefektury Gunma. Filiżanka, kokeshi w czerwonym kimonie i kobaltowy lśniący wazon w stylu europejskim, który uważaliśmy za raczej brzydki, ale jednocześnie pasujący do reszty w ten przedziwny sposób, w jaki, co do czego zgadzaliśmy się oboje, obiekty wchodzą w estetyczną relację tylko w Japonii. Przedmioty z różnych bajek i ludzie, którzy nigdzie indziej by na siebie nie wpadli. Tak było. Ustawione obok siebie, patrząc od lewej: kokeshi, lekko schowana za nią filiżanka i na pierwszym planie wazon, w którym w zależności od pory roku umieszczano inne bukiety. Obojgu nam najbardziej podobały się kwitnące…