Subskrybuj
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.

Między wolnością a koniecznością

Bardzo ważną instytucją w himalajskim królestwie Bhutanu jest dzong. Warowna siedziba obu władz – duchowej i świeckiej – góruje od niepamiętnych czasów nad okolicą, zwykle nad najobszerniejszą z kilku sąsiadujących ze sobą górskich dolin, gdzie ludzi przyciągała zdatna do uprawy ziemia.

Aby zobaczyć, jak wygląda, wystarczy spojrzeć na zdjęcie historycznego centrum Lhasy, bo przecież niepodległy Bhutan to cząstka dawnego Wielkiego Tybetu, która – obok innego skrawka, który przypadł Indiom – uniknęła chińskiej okupacji. W nieszczęsnej stolicy potężnego niegdyś państwa widzimy takie same wyniosłe i lekko pochylone mury białej cytadeli, takie same okna z okiennicami, ale bez szyb, tę samą pradawną architekturę zaradnych, twardych i wojowniczych górali. Bhutańskie dzongi – jako prowincjonalne – są mniejsze i uboższe, ale w odróżnieniu od tybetańskich swoją funkcję pełnią do dziś i nic nie wskazuje na to, by miały zostać zdegradowane jedynie do roli szacownych zabytków, chociaż w górskim królestwie dozwolone są już od wielu lat samochody, a jeszcze do tego telewizja, zaś w stolicy Thimpu funkcjonuje jedno skrzyżowanie ze światłami, a państwowy bank honoruje nawet karty kredytowe. Dzong jest sercem każdego powiatu, rezydują tam zarówno buddyjscy mnisi – mający także swą ostoję w licznych tutaj klasztorach – jak świecka władza lokalna. Udając się do powiatowego namiestnika, trzeba naprzód sforsować mnisi wianuszek, który obsiadł drzwi gabinetu, niby pogrążony w medytacji, ale wystarczająco czujny, by szczegółowo odpytać każdego interesanta. Po Bhutanie cudzoziemiec nie może podróżować bez opieki, a na przejazd z powiatu do powiatu trzeba wcześniej uzyskać zezwolenie. Tak też zwiedzałem ten kraj pod opieką młodego aplikanta z tamtejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Sympatyczny chłopak płynnie mówiący po angielsku przebywając z cudzoziemcami, demonstrował swe obycie w świecie i delikatne lekceważenie miejscowego zacofania. Nic to nowego pod jakimkolwiek słońcem, także polskim. W himalajskim królestwie jednakże…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy diabeł nas jeszcze kusi?