Prawda jest taka, że wiemy mało. Nie wiemy do końca, jak powstaje pamięć. Nie wiemy, dlaczego sen jest biologicznie niezbędny. Nie wiemy, jaką drogą na mózg wpływają ostatecznie bakterie jelitowe. Nie wiemy, jak ze współdziałania ponad stu neuroprzekaźników, które do tej pory odkryto, tworzą się świadomość, myśli, emocje.
Sto. Dopamina jest tylko jedną z nich. Produkuje ją 400 tys. neuronów – stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę, że według szacunków naukowców wszystkich komórek nerwowych jest 86 mld.
W popularnych książkach, takich jak Mózg chce więcej. Dopamina, naturalny dopalacz Daniela Z. Liebermana i Michaela E. Longa albo Dopamina i sernik Manfreda Spitzera, sprzedaje się nam jako pewniki rozmaite hipotezy, czasem bardzo poszlakowe. Kiedy zajrzałem do dwóch akademickich cegieł – Biologicznych podstaw psychologii Jamesa W. Kalata i Zrozumieć emocje Dachera Keltnera, Keitha Oatleya i Jennifer M. Jenkins – przekonałem się, jak ostrożnie ta nauka naprawdę naukowa podchodzi do rozmaitych teorii działania mózgu.
Dopamina jest dzisiaj modna, tak jak kiedyś modna była serotonina, „cząsteczka antydepresyjna”, „cząsteczka dobrego samopoczucia” – jednak sformułowana w latach 60. serotoninowa hipoteza depresji została później podważona. Kolejną cząsteczką en vogue była też kiedyś adrenalina. „Ścigał się samochodem, bo kręciła go adrenalina”.
W popneurologii dopamina występuje jako cząsteczka przyjemności i nagrody. Ale od przyjemności są też inne substancje. Poznajemy ich działanie m.in. dzięki narkotykom. Bo narkotyki nie działają na nas bez powodu. Przyczepiają się do receptorów neuronalnych, które wyewoluowały do obsługi podobnych substancji wydzielanych przez nasze mózgi w sposób naturalny.
Cannabis to, jak wiadomo, konopie. Trawka daje przyjemność i rozluźnienie dzięki receptorom reagującym na endokannabinoidy, czyli fizjologiczne markery przyjemności. Morfina to z kolei sztuczny odpowiednik endorfin, które są przeciwbólowymi cząsteczkami nagrody za podjęty wysiłek. Ludzie…