Wielotysięczny marsz przeciwko islamofobii, Paryż, 10 listopada 2019 r., fot. Marie Magnis/Hans Lucas/East News
Michał Matlak grudzień 2020

Czułe punkty Francji

Jeszcze przed brutalnym zabójstwem Samuela Paty’ego przez nastoletniego islamistę Emmanuel Macron udał się na paryskie przedmieście, by wygłosić programowe przemówienie o walce z muzułmańskim separatyzmem. Jak będzie wyglądać nowe wcielenie francuskiej zasady laickości?

Artykuł z numeru

Szczęście – to skomplikowane

Czytaj także

Weronika Rzeżutka, Bartosz Wróblewski

Jak dzieci rodziców na polskość namawiały

Gdyby to nie była prawda, ta historia nadawałaby się co najwyżej do kiepskiego thrillera politycznego wyprodukowanego przez Netfliksa. Wszystko zaczęło się od dnia, w którym przywiązany do zasady laickości nauczyciel Samuel Paty pokazał swoim uczniom karykaturę Mahometa, sugerując uprzednio, by ci uczniowie, którym to przeszkadza, opuścili klasę. W ramach lekcji o wolności wypowiedzi Paty miał zwyczaj pokazywać karykatury Jezusa, rabina i Mahometa właśnie, z reguły korzystając z bogatych zbiorów magazynu „Charlie Hebdo”. Jedna z muzułmańskich uczennic miała o tym opowiedzieć swojemu ojcu, który nagrał pełne oburzenia wideo. Obejrzał je Abdullah Anzorow, osiemnastoletni Francuz czeczeńskiego pochodzenia, którego rodzice dostali azyl polityczny we Francji.

Anzorowa tak dotknęło wideo nagrane przez ojca uczennicy, że ruszył do oddalonego o 90 km Conflans-Sainte-Honorine, by zabić nauczyciela. Sposób dokonania morderstwa był niestety inspirowany okrucieństwem typowym dla dżihadystów: sprawca obciął mu głowę.

Choć zaledwie tydzień wcześniej miało miejsce inne zabójstwo dokonane na tle islamistycznym – w Paryżu sprawca ugodził nożem ofiarę przed dawną redakcją „Charlie Hebdo” (może to dlatego Paty pokazywał uczniom karykatury?) – to dopiero zabójstwo nauczyciela dokonane 16 października poruszyło Republiką. Prezydent Macron udał się na miejsce tragedii jeszcze tego samego wieczoru. Zaledwie pięć dni później odbył się narodowy hołd przed budynkiem paryskiej Sorbony, symbolu edukacji narodowej, z udziałem prezydenta i premiera.

Skąd to narodowe zamieszanie? Abdullah Anzorow trafił w splot czułych punktów Francji, które w tym tekście chciałbym opisać. Pierwszy z nich to laickość.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Laickość

To przez swe przywiązanie do laïcité, francuskiego modelu świeckości, zginął Samuel Paty. Francuski model świeckości wykuwał się na przełomie XIX i XX w., gdy walczyły ze sobą katolicyzm i prądy oświeceniowe o zabarwieniu zazwyczaj socjalistycznym albo liberalnym. To właśnie szkoła była pierwszym laboratorium świeckości: w 1882 r. do jej laicyzacji (w praktyce: ograniczenia wpływów Kościoła na publiczne szkoły) doprowadził francuski minister edukacji narodowej Jules Ferry, zresztą wolnomularz, dziś jeden ze „świętych” Republiki – jego imię noszą 642 szkoły. Jedną z nowości wprowadzonych przez Ferry’ego była nauka „laickiej moralności”, która jednak w tamtym czasie nie różniła się specjalnie od moralności katolickiej poza brakiem umocowania transcendentnego. Ferry powiedział zresztą, że nauczyciele nie powinni uczyć niczego, co przeszkadzałoby choć jednemu ojcu ucznia w danej klasie – moralność laicka miała być wspólnym mianownikiem dla całego społeczeństwa. Sam Ferry przestrzegał przed tworzeniem „laickiej religii”, rozumiejąc świeckość jako podstawę dla współistnienia wierzących różnych religii i niewierzących.

Ustawa o rozdziale religii i państwa została uchwalona w roku 1905 i do dziś stanowi jeden ze „świętych tekstów” Republiki. W walkach między katolikami, liberałami i radykalnymi antyklerykałami zwyciężyła opcja liberalna (a nie: antyreligijna) reprezentowana przez socjalistów Aristide’a Brianda i Ferdinanda Buissona, która miała dwa założenia: po pierwsze, zerwanie konkordatu i rezygnacja z uprzywilejowania katolicyzmu, po drugie – zapewnienie wolności sumienia, słowa i uprawiania praktyk religijnych dla wyznawców głównych religii (poza katolicyzmem chodziło jeszcze o judaizm i protestantyzm). W drugiej kwestii zwolennicy liberalnej wersji laïcité byli w niezgodzie z radykalnymi antyklerykałami, którzy chcieli całkowitego wyrugowania religii ze sfery publicznej. Prawo roku 1905 kończyło dziesięciolecia konfliktu między klerykałami a antyklerykałami we Francji, dając więcej tym drugim, jednak nie doprowadzając do usunięcia katolicyzmu z francuskiej sfery publicznej.

Rozszerzający się konsensus ws. rozdziału religii i polityki poskutkował włączeniem laickości do konstytucji w roku 1946. Charles de Gaulle, twórca ustroju i kultury politycznej nowoczesnej Francji, prywatnie wierzący katolik, nigdy nie podważał sensowności restrykcyjnego rozdziału religii od państwa. Niewątpliwie świeckości pomógł też epizod petainizmu, który doszczętnie skompromitował splot katolicyzmu z władzą. Katolik de Gaulle wiedział więc, że w jego Republice na Kościół jako aktora politycznego miejsca nie będzie.

Warto przy tym pamiętać, że początki tej historii były dla Kościoła trudne. Pius X opublikował aż trzy encykliki potępiające zasadę świeckości – Kościół z czasem ją przyjął, a mniej więcej od II Soboru Watykańskiego sam głosi konieczność rozdziału władzy świeckiej i duchowej (np. poprzez kościelny zakaz startu księży w wyborach). Choć od początku francuskiej wojny kulturowej (czyli II poł. XIX w.) liczba praktykujących radykalnie spadła, to Kościół katolicki we Francji ma realne znaczenie zarówno w życiu politycznym, jak i intelektualnym. Politycznie zaistniał ostatnio w 2013 r. w trakcie wielkich manifestacji przeciw małżeństwom homoseksualnym (tu prym wiodła konserwatywna część wiernych i francuski episkopat), ale tradycyjnie silna jest też tzw. katolewica, która mniej interesuje się sprawami obyczajowymi, więcej społeczną krzywdą – ta druga skupia się dziś wokół katolickiego dziennika „La Croix”, a także miesięcznika „L’Esprit”.

Relacje państwa z katolicyzmem są na tyle dobre, że prezydent Macron, prywatnie agnostyk, od czasu do czasu puszcza oko do katolików, mówiąc o ich wkładzie w życie Francji i Europy (faktycznie było ich wielu, od de Gaulle’a przez Schumana po Delors’a), a media coraz częściej posługują się terminem „catho-laïcité”, by zwrócić uwagę na zrost francuskiego modelu świeckości z katolicyzmem. Jean-Paul Willaime, jeden z ważniejszych francuskich socjologów sekularyzmu, tłumaczy, że francuska świeckość – regulacje prawne oraz mniejsze i większe praktyki codzienności (np. piątek jako dzień bezmięsny także w republikańskich szkołach) – to skutek negocjacji republikanizmu z katolicyzmem, które wytworzyły między nimi szczególną więź. Stało się to szczególnie widoczne, gdy wraz z nasilającą się migracją zaczęło rosnąć znaczenie kolejnej religii – islamu, który od około trzech dekad stał się także czułym punktem Republiki.

 

Islam

Jeszcze przed zabójstwem Samuela Paty’ego Emmanuel Macron udał się na paryskie przedmieście, do Mureaux, by wygłosić długie przemówienie o programie walki z wewnętrznym wrogiem, którym jego zdaniem jest muzułmański separatyzm. Odpowiada w ten sposób na realny społeczny strach, który towarzyszy Francuzom od końca lat 80., to jest od czasu, gdy muzułmańscy imigranci stali się coraz bardziej widoczni na ulicach francuskich miast.

Po raz pierwszy debata zaczęła się w 1989 r., gdy trzy dziewczęta zostały zawieszone w prawach ucznia szkoły średniej w Creil za noszenie muzułmańskich chust. Doprowadziło to do ogólnonarodowej debaty, której skutkiem była ustawa z roku 2004 o zakazie noszenia ostentacyjnych znaków religijnych. Bardzo szybko w debacie publicznej pojawiły się określenia radykalne: czołowi francuscy intelektualiści publiczni jak Régis Debray czy Alain Finkielkraut mówili, że dopuszczenie do noszenia chust będzie „nowym Monachium szkoły republikańskiej”, inni, jak np. Alain Touraine, ostrzegali przed „nowym Vichy” (zapewne w sensie islamofobii zajmującej miejsce antysemityzmu) i namawiali do przyjęcia otwartej koncepcji świeckości. Niewątpliwie zakaz noszenia „ostentacyjnych” symboli religijnych w szkołach jest zmianą rozumienia świeckości w stosunku do tego z roku 1905 – Briand odrzucił wtedy pomysł zakazu noszenia sutanny, co przywołują francuscy krytycy zakazu noszenia chusty.

Wzrost znaczenia islamu oczywiście wiąże się ze wzrostem liczby muzułmanów we Francji. Dziś jest ich tam, według danych Pew Research Group z 2017 r., 5,7 mln (8,8% populacji) – w sensie bezwzględnym i względnym: najwięcej w Europie.

Według różnych projekcji będzie ich w 2050 r. od 8,6 mln do nawet 17 mln (w zależności od tego, czy Francja będzie w dalszym ciągu przyjmowała imigrantów).

Mniej więcej od lat dwutysięcznych debata nad islamem dotyczyła już nie tylko tożsamości (zakaz noszenia chusty tak chyba trzeba interpretować), ale też bezpieczeństwa, jako że to był czas dynamicznego rozprzestrzeniania się islamizmu – radykalnej ideologii religijnej, która gloryfikuje przemoc w imię wiary. Swoją morderczą twarz we Francji pokazała ona w roku 2012, gdy islamista Mohamed Merah w ciągu 11 dni zabił osiem osób, w tym rabina i troje uczniów szkoły żydowskiej. Odtąd Francja boryka się z terroryzmem islamistycznym, a jego najbardziej spektakularnymi przykładami były atak na redakcję „Charlie Hebdo” (w którym zginęło 12 osób), potem na klub muzyczny Bataclan w Paryżu, a także na spacerujących po promenadzie w Nicei.

Od tego momentu toczy się też debata, w której na dwóch skrajnościach znalazła się para intelektualistów: Gilles Kepel i Olivier Roy. Pierwszy uważa, że przyczyną tego, co się dzieje we Francji, jest kryzys islamu, jego podatność na radykalizację i treści wzywające do przemocy, które jego zdaniem są nieodłączną częścią tej religii. Problemem jest więc dla niego islam, którego wyznawanie wiedzie do radykalizacji. Kepel uważa, że francuskie przedmieścia to tykające bomby, które należy rozbroić bardzo zdecydowanym działaniem państwa, muskularną wersją laïcité.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer