Ilustracja: Mary Zaleska
Ilustracja: Mary Zaleska
Barbara Sadurska maj 2025

Czas życia, czas śmierci

Fragment nowej książki Barbary Sadurskiej, która ukaże się jesienią.

Artykuł z numeru

Tęsknota za offlinem

Tęsknota za offlinem

Czytaj także

Ilustracja: Zuzanna Karczewska

Sang Young Park

Kawałek karmazyna i smak wszechświata

Teraz, kiedy umarł, możesz robić wszystko, możesz jechać wszędzie, teraz możesz być kim chcesz.

Pamiętasz, jak ci mówiłam, że możesz? A ty śmiałaś się tak, że było ci widać podniebienie, rozśmieszałam cię, żeby zajrzeć ci do gardła, żeby zajrzeć ci do duszy, żeby zajrzeć w twoje serce, rozśmieszałam cię do łez. Pamiętasz?

To ja.

Mam na imię Helena. Twoja Hela.

Nie skończę tych studiów nigdy, mówiłam, a wtedy ty kazałaś mi powtarzać osiem warstw kory mózgowej na histologię. Nie skończę tych studiów nigdy, mówiłam, nie mogę już, nie mogę.

A ty? A ty możesz wszystko, kochana.

Po raz pierwszy jesteś naprawdę wolna. Nie musisz się martwić ani o męża, ani o dzieci. Bo nie masz już męża ani nie masz już dzieci, bo oni odeszli, a ty żyjesz.

Więc wołam cię, wołam cię, wołam. To ja. Pamiętasz mnie?

Prędzej umrę, niż to zdam, mówiłam, a ty całowałaś mnie w czoło.

Zdasz, mówiłaś. Pamiętasz?

To ja.

Nie umarłam.

Krew zdałam śpiewająco, mózg zdałam dzięki tobie.

Ale ty?

Ty byłaś ze wszystkiego najlepsza.

Weź białą kartkę z drukarki i czarnym flamastrem napisz, że gabinet zamknięty do odwołania. Wrzuć do torby szczoteczkę do zębów, krem, bieliznę, koszulę nocną i czarny sweter. Leki na serce, które bierzesz od wtedy, gdy granat ci wybuchł pod nogami i matka zostawiła cię w skibie, bo myślała, że cię zabił. Ale ciebie nie zabił. Od tamtej pory masz tylko zaburzenia rytmu serca. Pamiętasz? Żyjesz. Weź, najlepiej włóż do podręcznej torebki, leki i plik recept na wszelki wypadek, pieczątkę, stetoskop, scyzoryk z ostrzem do otwierania ampułek, dostałaś go ode mnie. Kupiłam go w żelaznym w Białymstoku, przez miesiąc jadłam pół zupy i resztki drugiego, ale ci go kupiłam za własne. Kupiłam ci go, gdy rozorałaś sobie kciuk ampułką, a ten skurwiel asystent rzucił w twoją stronę: z pani to będzie taki lekarz jak z koziej dupy trąbka. A ty mu nic nie powiedziałaś, bo wysysałaś krew z palca, żeby nie zabrudzić preparatów. Widziałam cię wtedy kątem oka, czułam zapach twojej krwi. Więc kupiłam ci scyzoryk z ostrzem do otwierania ampułek. Teraz robią fiolki łatwootwieralne. Niepotrzebne ci to ostrze, a jednak scyzoryk lekarski ode mnie masz zawsze pod ręką. I strzykawkę z adrenaliną. Nie zapomnij. Jest w lodówce. Nosiłyśmy adrenalinę w kieszonce na pióro.

Rozejrzyj się: co jeszcze zabrać? Laptop, ładowarka, ładowarka do telefonu. Nie zapomnij ładowarki! Portfel. Gotówka. Dowód rejestracyjny. Pamiętasz? Popatrz na datę wydania prawa jazdy. Ja zrobiłam prawko rok wcześniej i zmusiłam cię, żebyś zdawała. Pół nocy ci musiałam tłumaczyć, że jak już będziesz tą lekarką, to musisz mieć prawko, bo nie będziesz królową angielską, żeby cię wszędzie wozili. Śmiałaś się, śmiałaś, a potem płakałaś, że boisz się jeździć, że na pewno spadniesz ze skarpy na zakręcie, widziałaś kiedyś takie zdjęcie. A może to był film? Patrz na datę, wydane sześćdziesiąt lat temu. Trener, twój ojciec, zapytał cię potem, czy wyobrażasz sobie, ile kosztuje auto. Aha, aha. Nie wyobrażaj sobie za wiele, mówił.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się