Jeszcze na początku XX w. była to spokojna osada rybacka. Dziś uchodzi za jeden z najbardziej spektakularnych kurortów w kraju, bywa nawet określany „brazylijskim Dubajem”. Nazwę zawdzięcza licznym wieżowcom, turystom i inwestycjom, które nadają miastu aurę przepychu i sprawiają, że skyline przypomina słynny krajobraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
W prestiżowych inwestycjach metr kwadratowy potrafi kosztować nawet około 60 tys. reali (ponad 40 tys. zł). Paradoks polega na tym, że przez większą część roku wiele apartamentów pozostaje pustych. Dla najbogatszych Brazylijczyków (i nie tylko) stanowią one przede wszystkim sezonową rezydencję. Mimo to miasto wciąż się rozrasta, a deweloperzy prześcigają się w kolejnych rekordowych projektach.
Jednym z najbardziej spektakularnych jest planowana Senna Tower. Wieżowiec ma osiągnąć ponad 500 m wysokości, stając się tym samym najwyższym budynkiem mieszkalnym na świecie.
W cieniu tych drogich inwestycji istnieje jednak zupełnie inna rzeczywistość. Niedaleko Balneário Camboriú znajduje się fawela, podobna do dubajskich slumsów czy labour camps. Vila Fortaleza to nielegalna dzielnica, w której mieszkańcy żyją w prowizorycznych domach z blachy bez oficjalnych przyłączy energetycznych czy kanalizacyjnych. Wiele z tych konstrukcji powstaje na stromych zboczach, narażonych na osuwiska i zniszczenia podczas intensywnych opadów.
Kontrast jest uderzający. W sezonie wakacyjnym w Balneário Camboriú po turkusowej wodzie suną jachty, a ulice tętnią życiem. W tym samym czasie ok. 400 rodzin z pobliskich faweli walczy
o coś znacznie bardziej podstawowego – o bezpieczeństwo, godność i prawo do miejsca, które (legalnie) mogliby nazwać domem.

Miasto przyciąga nie tylko turystów. Udziały w nieruchomościach mają tam wpływowe osoby, takie jak np. Cristiano Ronaldo wraz z rodziną fot. Maíra Erlich/Bloomberg via Getty Images




