Ulica pachniała chlebem. Zapach był tak intensywny, że kolejarz Szczepan Fiołek pomyślał nawet, czy aby nie zawrócić i nie pójść do piekarni przy Małych Garbarach, tej, której komin był dobrze widoczny, bo zarys ceglanej bryły ostro kontrastował z niebem rozświetlanym pierwszymi promieniami budzącego się dnia. Gdyby był głodny, pewnie ten zapach wygrałby z jego dość słabą silną wolą. Na szczęście pół godziny temu zjadł dwie pajdy chleba, które żona posmarowała mu smalcem ze skwarkami, posoliła grubą solą i do tego podała kubek kawy zbożowej z mlekiem. Był więc objedzony i opity jak bąk i nic mu do szczęścia nie było więcej potrzeba jak papierosa.
Fiołek przystanął, sięgnął do kieszeni płaszcza i wydobył z niej paczkę sportów, i zaczął szukać zapałek, poklepując się po kieszeniach. Nie znalazł. Spojrzał przed siebie. Na chodniku nie było nikogo, od kogo mógłby odpalić. Pora była zdecydowanie za wczesna. O czwartej nad ranem po mieście nie jeździły jeszcze tramwaje, a i robotnicy spali we własnych łóżkach. Co innego kolejarze, bo im rytm wyznaczały godziny służby, dostosowane do rozkładu jazdy pociągów.
Po prawej, w kamienicy narożnikowej przy skrzyżowaniu z Bożniczą, był sklep monopolowy. Zdziwiony, dojrzał tam Żuka z plandeką i z opuszczoną tylną klapą. Drzwi do sklepu były szeroko otwarte. Zaciekawiony, podszedł bliżej. Stojąca na chodniku przy skraju jezdni latarnia, jedna z nielicznych na tej ulicy, była włączona i dzięki niej widać było wszystko dokładnie. Zobaczył na pace kilka skrzynek wódki. Zrozumiał więc od razu, w czym rzecz. To była nocna dostawa, żeby od rana spragnieni ludzie mogli nabyć tu towar pierwszej potrzeby.
W tej chwili ze środka wyszedł facet ubrany w marynarkę z lujówką na głowie. W dłoniach trzymał dwie skrzynki wódki. Ich spojrzenia się spotkały.
– Nastąp się pan, bo towar się roztrzaska – warknął chropowatym głosem i Fiołek odskoczył do tyłu.
Gość w czapce podszedł do samochodu i sprawnie wrzucił skrzynie na pakę. Odwrócił się do kolejarza i spojrzał na niego uważnie.
– No co, panie kolejarz, wypiłoby się flaszeczkę po służbie?
– Ja jestem dopiero przed – wyjaśnił Fiołek.
– No trudno – stwierdził konwojent. – Masz pan tu łyka na dobry dzień. – Chwycił butelkę Wyborowej, sprawnie zdarł aluminiowy kapsel i podał Fiołkowi.
– Ale ja chciałem ino ognia. – Kolejarz wskazał na trzymanego w dłoni papierosa.
– Pij, jak dają!
– Ale ja…
– Co jest? – usłyszał głos dochodzący ze sklepu. – Czego tam, Froncek? – powiedział ktoś głosem wysokim i lekko rozedrganym. Zaraz za dźwiękiem na ulicę wkroczył mężczyzna słusznej budowy ciała w podkoszulku i w berecie. W dłoniach trzymał trzy skrzynki.
– Kolejarz nie chce z nami wypić – powiedział chropowaty, wyjaśniając wątpliwości.
– Jak to? – zdziwił się wielki, stawiając towar na pace. – Z klasą robotniczą się pan nie napijesz? Gardzisz pan wódką chłopów i robotników? Pan kolejarz gardzi naszą ciężko zapracowaną wódeczką.

