To ścieranie się poglądów jest w warstwie fabularnej walką o przyszły los, o istotę wolności człowieka jeszcze duchowo nieukształtowanego, który dał się zwieść pozorowi piękna i doznał bolesnego rozczarowania. Doświadczalny Eryk, tabula rasa, poddany zostaje psychologicznemu eksperymentowi, z którego wyjdzie napiętnowany świadomością uwikłania w grę pozorów, w kulturę Baudrillardowskiego simulacrum. Jak człowieczeństwo może się bronić przed płycizną kultury masowej, serwowanej nam w formie reklamowej papki? Czy i jak można tej płyciźnie nie ulec? To pytanie przewija się przez cały tom esejów Piotra Wojciechowskiego, tutaj jednak zawężone zostaje do problemu konsekwencji redukowania ludzkiej cielesności do roli obiektu wykorzystywanego przez reklamodawców w celach promocji towarów. Jeden z rozmówców, Józef, którego w kontekście całej książki można uznać za alter egoautora, dla opisania tego zjawiska ukuwa w rozmowie ze swoim ideologicznym antagonistą, przedsiębiorcą Joachimem, pojęcie „syndromu sutenera”. Sformułowanie to mocne, jednak obok niemal groteskowych w swojej skrajności sądów Nieznajomego i Ojca…