W czasie rekolekcji mówiłeś, że przychodzą do Ciebie ludzie poranieni przez Kościół. Co im mówisz? Jakie dajesz świadectwo swojej wiary w Kościół? Pytam o to, bo dziś w Polsce wielu katolików – są wśród nich pewnie i czytelnicy „Znaku” – ma z Kościołem coraz większy problem…
Rzeczywiście, ludzie, z którymi rozmawiam, przeżywają trudności. Ale, prawdę mówiąc, ich źródłem są najczęściej problemy osobiste, pogmatwane życie. Kościół jest gdzieś tam w tle…
Choćby jako miejsce, w którym mogliby szukać ratunku, a go tam nie szukają?
Zaraz, zaraz. Oni przychodzą do mnie jako do prezbitera, zakonnika, członka Kościoła! Szukają księdza. Jest w nich ogromny głód i wielkie pragnienie Boga.
Jak sądzisz, dlaczego nie umieją tego głodu i pragnienia zaspokoić u siebie, na miejscu, w swojej parafii?Jestem Francuzem, przyjechałem do Polski kilkanaście lat temu. I, pamiętam to dobrze, moim pierwszym odczuciem był zachwyt. Zachwyciła mnie wiara Polaków. Spotkałem tu wielu rozmodlonych, prawdziwie wierzących ludzi – i świeckich, i duchownych. Potem, kiedy tu zamieszkałem, zacząłem dostrzegać coś jeszcze: klerykalizm i poczucie wyższości w stosunku do świata. Wydawało mi się – i ciągle wydaje – że niektórzy ludzie Kościoła całą swoją osobą mówią: ,,Jesteśmy najlepsi. Daliśmy światu wielkiego papieża. Jedynie u nas są pełne kościoły, wiara trwa i jest mocna…”. Opowiadano mi, jak kilka lat temu wyglądała wizyta kardynała Lustigera w jednym z polskich seminariów: powitał go tłum kleryków, młodych, prężnych, i księża profesorowie w sutannach. Jest super. Nic…