„Prowokator”, „najbardziej samobiczujący się reżyser na świecie”, „pierwszy shitposter światowego kina”, „najlepszy twórca rumuńskich filmów o Polsce”, „reżyser-Frankenstein lubujący się w zszywaniu ze sobą tego, co odstręczające i nieprzystające do siebie” – to tylko niektóre określenia, jakich u światowej krytyki doczekał się rumuński reżyser.
Twórca w swoich filmach z uwielbieniem czerpiący jednocześnie z Porn-huba i Waltera Benjamina, specjalizujący się w kontrowersyjnych montażach i szokujących zestawieniach, raczej nie obraża się na żadne z tych określeń – w planach ma zresztą nakręcenie własnej wersji historii doktora Frankensteina, z rumuńsko‑amerykańskim gwiazdorem Sebastianem Stanem w roli głównej. Radu Jude jest filmowcem w swoich inspiracjach absolutnie wszystkożernym. Z bufetu złożonego z internetowych past, wideo z Tik Toka, ale też z wysokiego modernizmu i traumatycznej rumuńskiej historii tworzy kolaże, w których odbijają się wszystkie kryzysy współczesnego Zachodu. Zwłaszcza te specyficzne dla rumuńskich pół-peryferii, naznaczonych dramatyczną historią kraju.

Kadr z filmu Niefortunny numerek lub szalone porno
Z notatnika artysty
Ta szkicowość, „eseistyczność” jest najbardziej charakterystyczną cechą dojrzałego okresu twórczości Judego, zaczynającego się od dzieła Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy(2018). Od tego czasu jego kolejne produkcje coraz częściej przyjmują formę notatnika –…