Subskrybuj

Duchowy atlas świata

Zapewne nie uda nam się wyczerpać tytułowego tematu, ale wszyscy chyba czujemy, jak bardzo potrzebne jest choćby śladowe uporządkowanie chaotycznej rzeczywistości początku XXI wieku.

Podczas naszej rozmowy o kulturze, duchowości, religiach, kształcie polityczno-społecznym dzisiejszego świata chcielibyśmy odwoływać się do problemów, które przenikają wszystkie te sfery:

 konfrontacja „starości” i „młodości” cywilizacji, kultur,

podział świata według osi Północ-Południe, czyli, najogólniej mówiąc, świat syty, wysoko rozwinięty kontra świat ubóstwa i technicznego zacofania,

detronizacja Europy, czyli dzisiejsza tożsamość  Europejczyka, dawnego pana świata, przywódcy duchowego i dyktatora kulturalnego.

Zacznijmy od ostatniej kwestii. Ryszard Kapuściński twierdzi, że współczesny człowiek  ma  aż cztery tożsamości. Po pierwsze, wyrasta w swej „małej ojczyźnie”, najbliższym otoczeniu, po drugie, jest obywatelem jakiegoś państwa, po trzecie – na przykład Europejczykiem, po czwarte wreszcie, kształtuje się jego tożsamość planetarna.

 

Chcielibyśmy każdego z Państwa spytać, kim Państwo się czują?

KS. ADAM BONIECKI OMI: Nie wiedziałem, że to będzie spowiedź… W moim przypadku dochodzi jeszcze piąta, bardzo ważna tożsamość, gdyż jestem od  ponad 40 lat księdzem i zakonnikiem, członkiem międzynarodowej wspólnoty – zgromadzenia ojców Marianów. Tożsamości wspomniane przez Ryszarda Kapuścińskiego jakoś w sobie odczuwam, choć z jednym wyjątkiem – nie czuję się członkiem wspólnoty planetarnej. Europejczykiem czułem się najmocniej, kiedy konfrontowałem się z innym światem – np. z  Afryką. Dla mnie to było przede wszystkim doświadczenie brzydoty naszej rasy – wymoczkowatych białych twarzy, gorszości fizycznej –  w kontraście do wspaniałej fizyczności murzynów. Ale jednak świat czarnych nie jest moim światem. Jestem członkiem tej wspólnoty zakonnej, ale szczerze mówiąc, tej wspólnoty afrykańskiej nie czuję. Tożsamość europejska, polska wynikają siłą rzeczy z pierwszych doświadczeń życia. Tego człowiek specjalnie nie wybiera ani się tego nie uczy – odkrywa to w sobie. Kiedy badam, skąd się wzięła moja rodzina w Polsce, okazuje się, że skądś przywędrowali, zatem nie wiem na pewno, czy jestem prawdziwym Polakiem… Są jakieś korzenie, które nikną w XV wieku czy trochę wcześniej, a potem już nie ma dokumentów.

KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI: Ja mam poczucie coraz większej graniczności mojej tożsamości. Ta graniczność wiąże się z doświadczeniem wędrowności. To może trochę brzmieć teraz dziwnie, bo większość czasu spędzam w jednym miejscu, w Poznaniu, pracując w konkretnych okolicznościach, a jednak z tego miejsca patrząc, widząc, co się wokół dzieje, odbierając to, co przypływa i co przenika to jedno miejsce, nabieram coraz większego poczucia graniczności, wędrowności. Podobnie jak Ksiądz Boniecki planetarnej tożsamości nigdy nie miałem. Trzeba by pewno znaleźć jakieś odniesienie poza planetą, żeby ją sobie wytworzyć. Na razie mi się to nie zdarzyło,

Ale ksiądz nie wyklucza, że się zdarzy.

KS. TOMASZ WĘCŁAWSKI: Nie, nie wykluczam. Przypominam sobie jednego z najwspanialszych myślicieli chrześcijańskich – Mikołaja Kuzańczyka, który pod koniec XV wieku (jeszcze przed Kopernikiem!) mówił: na innych planetach są zapewne inni ludzie podobni do nas. On miał takie poczucie i mówił o tym.

OLGA STANISŁAWSKA: Od paru lat mieszkam we Francji i w związku z tym moje poczucie tożsamości jest w fazie przekształcania. Do mojej tożsamości – siłą rzeczy polskiej – dochodzą nowe korzenie. Powiedziałabym, że są po części francuskie, ale przede wszystkim to jest nowa tożsamość emigrancka, mieszana. Mieszkam w dzielnicy, w której spotykam niewielu rdzennych Francuzów. Większość moich sąsiadów przyjechało z bardzo odległych zakątków świata, a ja odkrywam w sobie silną więź z tymi ludźmi i mocne zakorzenienie właśnie w duchu tej dzielnicy (algierskim, malijskim, kongijskim i hinduskim). Coraz więcej jest ludzi o takich tożsamościach „zlepionych”. Wbrew temu, co można mówić o wykorzenieniu i potrzebie zakorzenienia w jakimś konkretnym miejscu, takie pozlepiane tożsamości dość dobrze funkcjonują.

W takim kontekście często mówi o duchu karaibskości. Karaiby to miejsce, gdzie wszyscy skądś przyjechali, z różnych powodów i różnych momentach. Karaibskość wytwarza własną kulturę. Mówi się o pyłku, który niesie wiatr i który zapyla miejscowe rośliny, ale już właściwie nie wiadomo, co jest miejscowe, a co przyniesione. Okazuje się, że w takich tożsamościach – trochę podróżnych, trochę przygodnych – człowiek również może się zakorzeniać.

ADAM ZAGAJEWSKI: Moim zdaniem tym, co w tożsamości najciekawsze, jest to, czego nie wiemy. W każdym z nas jest coś nieznanego i to, co piszemy, to co tworzymy jest jakimś łukiem pomiędzy tym, skąd przychodzimy, co jest tą tożsamością daną, a tym czymś nieznanym. Jeżeli się orientujemy, wobec tego, co znane, co dali nam nasi rodzice – w czym oczywiście tkwi w tym element pamięci, który jest wartościowy, choć nie należy z tym przesadzać – to może to prowadzić do głębokich podziałów między ludźmi.

Ja sam zaznałem sytuacji paradoksalnej jako ktoś, kto w ostatniej chwili urodził się jeszcze we Lwowie, należał do uciekinierów czy wypędzonych ze Lwowa. Później znalazłem się na Górnym Śląsku, w Gliwicach, w sytuacji mimo wszystko uprzywilejowanej, dlatego że kresowiacy mimo wszystko otaczani byli jakąś opieką, podczas gdy na autochtonów spoglądano z podejrzliwością. I po latach widzę, że kiedy jako dziecko słyszałem język niemiecki w Gliwicach, czułem być może pogardę czy moralną wyższość. To były początki niechęci pomiędzy tożsamościami. Jestem dziś szczególnie uwrażliwiony na te niebezpieczeństwa, kiedy słyszę niektóre wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu, w których słychać nuty antysemickie i homofobiczne. My, którzy jesteśmy większością, za mało chyba protestujemy przeciwko temu. 

Wielu socjologów i filozofów religii mówi o tym, że następuje dzisiaj renesans religii, jako sprawdzonych dróg docierania do sensu. Religia daje rękojmię tego, że ten sens jest dany, dana jest także tożsamość. To bywa czasem błogosławieństwem, czasem przekleństwem, bo może rodzić postawy fundamentalistyczne. Czy na podstawie państwa doświadczeń, podróży w rozmaite zakamarki świata, mogą Państwo potwierdzić tę tezę? W Transylwanii mieszkają węgierscy górale czango, którzy ze…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowy atlas świata