Mam dla Ciebie prezent.
Czy to wycinanka?
Tak, dostałem ją od pani Aleksandry Oślickiej, mistrzyni kurpiowskiej wycinanki. To bardzo uznana artystka, parę lat temu odznaczona Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, a przy tym wspaniała dusza, wyjątkowo troskliwa osoba, z niezwykle ciepłym, szczerym uśmiechem.
Akurat tę konkretną miała już gotową, gdy przyjechaliśmy do niej na zdjęcia. Niemniej kilka innych wykonywała przy nas. Rozmawiamy, a pani Aleksandra co 3 min wręcza nam wycinankę, wyciąga papier i zabiera się za następną. Odniosłem wrażenie, że obdarowywanie gościa własnymi pracami jest dla niej czymś w rodzaju osobistego języka – sposobem na wyrażenie emocji, które być może nie zawsze da się opisać słowami.
Aleksandra Oślicka jest jedną z bohaterek cyklu NOWA LUDOWA, od kilku miesięcy głównej serii na Twoim internetowym profilu Solo Show, w którym opowiadasz o współczesnych polskich artystkach i artystach. W odcinku występuje jednak jako specjalistka od byśków, a nie wycinanek.
Przyjęty przez nas model opowiadania o tzw. sztuce ludowej: jedna twórczyni lub twórca – jedna technika, jest w gruncie rzeczy sztuczny. Wielu artystów zajmuje się kilkoma obszarami. My pokazujemy tylko fragment ich działalności, aranżujemy sytuację, w której te osoby np. muszą odłożyć na bok kwiaty czy ozdoby z bibuły, bo teraz skupiamy się – dajmy na to – na koronkach.
Z panią Aleksandrą od razu złapaliśmy nić porozumienia i po pierwszej wizycie wiedziałem, że chcę do niej wrócić. Brakowało mi bohaterki do filmu o byśkach, a że okazało się, że pani Aleksandra wypieka byśki od dzieciństwa, mieliśmy okazję spotkać się ponownie.
Czym są byśki?
To rodzaj obrzędowego pieczywa z mąki żytniej. Byśki przyjmowały m.in. formę jelonków, koni i owiec. Pełniły funkcję zabawek dla dzieci, w czasach, gdy na Kurpiach mało kogo było stać na ich kupienie, ale wierzono też, że mają magiczne właściwości.
W Nowej Ludowej często wracasz na Kurpie. Jesteś z tym obszarem jakoś osobiście…