Subskrybuj
Kolażowa ilustracja. sterta notatek: kartki z zeszytu, zapisane fragmenty kartek na pomarańczowym tle. Po prawej stronie stoi wyklejany ludzik z ołówkiem w dłoni.
Ilustracja: Celina Hess
Dr nauk humanistycznych, pisarz i redaktor, współzałożyciel (razem z Mariuszem Szczygłem i Wojciechem Tochmanem) Instytutu Reportażu. Szef merytoryczny Polskiej Szkoły Reportażu. Jako redaktor pracował m.in. z Magdaleną Grzebałkowską, Maciejem Siembiedą, Zbigniewem Rokitą, Mikołajem Grynbergiem. Kieruje...

Jak zbudowane są najlepsze opowieści?

Prędzej czy później podniesiesz głowę znad tekstu i zadasz sobie paniczne pytanie: gdzie jestem, dokąd właściwie zmierzam, czy się nie pogubiłam? Dobrze jest wtedy mieć pod ręką kilka solidnych narzędzi. Ale solidnych to wcale nie znaczy, że uniwersalnych

Zacznijmy od rzeczy najprostszej: jeśli chcesz napisać książkę, to ją pisz. Nie planuj, że zaczniesz jutro albo za miesiąc. Nie czytaj kolejnej książki o pisaniu ani takiej, która ma cię zainspirować. Skończ już z detalicznym researchem nt. składu chemicznego erupcji Etny z listopada 1928 r. albo typów scyzoryków w Kieleckiem tuż po wojnie. Nie obmyślaj w kółko 44 wersji pierwszego zdania. Nie poprawiaj w nieskończoność akapitu z wczoraj. Pisarz to nie ktoś, kto trzyma w głowie opowiadanie czy powieść. Pisarz pisze. Reszta jest kombinowaniem.

Bird by Bird to tytuł książki Anne Lamott o pisaniu, mojej ulubionej. Wzięła go z rodzinnej anegdoty. Jej dziesięcioletni brat miał trzy miesiące na przygotowanie referatu o ptakach, ale przez cały ten czas nawet nie zaczął. Dzień przed deadline’em tkwił przy kuchennym stole z pustą kartką i atlasami ptaków. Wtedy ojciec usiadł obok niego, objął go i powiedział: „Ptak po ptaku, mały. Bierz to ptak po ptaku”.

Pisząc, nie musisz widzieć całej drogi, wystarczy tyle, ile oświetlają reflektory, parę metrów przed maską. Lamott podpowiada, choć wcale niełatwo iść za jej radą: wyłącz na razie wewnętrznego krytyka i redaktora, pisz nawet brzydko, pisz byle jak, byle do przodu. Nikt nie musi oglądać twojego pierwszego draftu. Ma prawo być koszmarny. Ten pierwszy. Potem będzie już ślicznie, śliczniej, najśliczniej.

Tyle że przychodzi taki moment – u ciebie być może jeszcze zanim zaczniesz pisać, albo po stronie 30, może 100, może dopiero po ostatniej kropce – gdy podnosisz głowę znad tekstu i nie poznajesz okolicy.

Napisałeś już sporo, przejechałeś kawał drogi, tylko przestałeś rozumieć, skąd i dokąd. Nie jesteś pewny, czy nie kluczysz, czy nie zgubiłeś drogi. Czy w ogóle jest jakaś droga. Zdań, scen, sekwencji, bohaterów przybywa, a ty nie wiesz już, co trzyma ich razem.

I wtedy pojawia się potrzeba, żeby odzyskać kontrolę nad pisaniem. Żeby nie pozostawać bezradnym wobec żywiołów, które rozpętałeś.

Chcesz więc porządku i jakiejś mniej więcej pewności, że to, co piszesz, zadziała. Tylko co to właściwie znaczy: zadziała? Jeśli piszesz kryminał lub thriller, może znaczyć, że czytelnik nie odłoży książki, dopóki nie dowie się, kto zabił. Ktoś, kto tworzy wielką epicką powieść, uważa, że czytelnik będzie chciał przez 500 stron mieszkać w świecie, który dla niego stworzył. Może budować napięcie, może uwodzić językiem, może obiecywać rozwiązanie zagadki albo przez sto stron pozornie prowadzić donikąd. Najważniejsze to utrzymać uwagę czytelnika. Sprawić, żeby chciał przeczytać następne zdanie, potem następną stronę, a w końcu dotrzeć do ostatniej. Oczywiście jako autor możesz mieć to w nosie. Jeśli tak jest, to prawdopodobnie i tak nie czytasz tego, co właśnie piszę.

Nie jesteś nikim bezbronnym w tej walce o uwagę – najcenniejszą bodaj walutę naszych czasów. Tysiące lat opowiadania historii zostawiły po sobie wiedzę, doświadczenie, reguły, schematy, wykresy, nawet wzory. Wiemy, gdzie mniej więcej powinien pojawić się konflikt, kiedy podnieść stawkę, gdzie przyspieszyć, a gdzie pozwolić czytelnikowi pogapić się z bohaterem w szybę, po której spływają krople deszczu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ta wiedza przestaje być narzędziem, zaczyna zaś wyglądać jak instrukcja obsługi twojej książki.

Dlatego masz pełne prawo się zbuntować.

Piszę to, bo wiem, co czujesz. Że…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Sztuka leczy naszą codzienność