Artykuł ten stanowi drugą część cyklu poświęconego Jerzemu Turowiczowi. Przedstawia on redaktora naczelnego „Tygodnika” jako obywatela; tematem części ostatniej będzie Turowicz jako twórca kultury.„Wkrótce po upadku komunizmu zastanawialiśmy się w Maisons-Laffitte razem z Giedroyciem, kto powinien być pierwszym prezydentem niepodległej Rzeczypospolitej. Spojrzeliśmy na siebie i absolutnie równocześnie, jakbyśmy się umówili, padło z naszych ust nazwisko Jerzego Turowicza” – pisał po śmierci Naczelnego „TP” Gustaw Herling-Grudziński. Wcale się nie dziwię, że twórcy „Kultury” pomyśleli w tym kontekście o Turowiczu. Zresztą – między nami mówiąc – żeby wpaść na taki pomysł, niepotrzebna była ich intuicja polityczna. Ta idea po prostu krążyła w różnych kręgach społecznych – z żalem odrzucana jednak jako nierealna. Zrodziła się dlatego, że on się do tej funkcji nadawał wprost idealnie. A była nierealna głównie ze względu na wiek Pana Jerzego (ur. 1912), szczególną więź z „Tygodnikiem Powszechnym” (do którego redagowania czuł się powołany – i odejście stamtąd uważałby chyba za zdradę), wreszcie jego – powszechnie znaną – niechęć do czynnego…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.