Wakacyjny obóz to dla wielu pierwsza poważna rozłąka z bliskimi. Przeżycie trudne. A jednak, największe przygody zazwyczaj tak się zaczynają. Komu nie zatęskniło się za beztroską, za wieczorami przy ognisku i zapachem, który zostaje na ubraniach jeszcze długo po powrocie do domu…?
Z podobną nostalgią letnie wyjazdy wspomina fotografka Amanda Tromp. Swoją młodość spędziła w drewnianych domkach nad jeziorem w stanie Maine. Po latach zdecydowała się wrócić, by raz jeszcze poczuć emocje towarzyszące jej jako dziewczynce. Tak właśnie powstał fotoesej Summer Camp Magic.
W ciągu miesiąca Amanda wzięła udział w kilku żeńskich turnusach wakacyjnych. Publikowane przez nią na platformie Substack zdjęcia oraz wpisy ukazują świat zatrzymany w czasie – przestrzeń wolną od technologicznych zagrożeń, w której nastolatki mogą żyć chwilą i w harmonii z naturą. Jak sama podkreśla, nigdy wcześniej wyjazdy w duchu offline nie były tak potrzebne jak dziś.
Aby uwydatnić nostalgię towarzyszącą wizycie, autorka wykonywała zdjęcia przy użyciu kilku aparatów analogowych. Nadawały one fotografiom ciepłe barwy oraz „ziarnisty efekt”, przywodzący na myśl rodzinny album. Niektóre z nich, np. Canon SureShot WP1, pozwalały fotografować w pobliżu wody, bez obaw o uszkodzenie sprzętu.
Chcąc w pełni towarzyszyć uczestniczkom w ich doświadczeniu, Amanda zrezygnowała z korzystania z mediów społecznościowych, zwłaszcza Instagrama. Ograniczenie porównywania się z innymi twórcami sprawiło, że poczuła się pewniej – zarówno jako osoba, jak i fotografka. Jej inspiracje przestały wynikać z podpatrzonych w postach trendów,
a zaczęły rodzić się w sposób organiczny.
Ponowne odkrycie młodzieńczych zachwytów może okazać się pomocne we współczesnym zmęczeniu nadmiarem bodźców.


„W jeden dzień na obozie przeżywasz tyle życia, że po 3 tygodniach czujesz się, jakby minęło całe lato, a po 7 tygodniach – jakby minął rok” – z notatek Amandy Lee Tromp na Substacku (https://amandaleetromp.substack.com/)

