Subskrybuj
Ilustracja: Jakub Ferenc
Ilustracja: Jakub Ferenc
Psycholożka i trenerka, prowadzi warsztaty dla kobiet „Własny pokój” oraz szkolenia z komunikacji i przywództwa dla firmy House of Skills. Pisze wiersze – wydała dwa tomiki: Ciemnia i Tkanka.

Między wewnętrzną dyktaturą a demokracją

Przez ponad 30 lat pracy z ludźmi raz po raz przekonuję się o słuszności tej zasady: jeśli człowiek ma wewnętrzny ład, staje się inspiracją dla innych. I równocześnie sam robi dla innych miejsce, ponieważ tak jak nie przeszkadza mu własna wielowątkowość, tak nie przeszkadza mu odmienność ludzi wokół.

To było lata temu, ale pamiętam jak dziś: dyskusja panelowa, ja i trzech panów. Rozmawialiśmy o demokracji. A właściwie mówił jeden pan, przez 90% czasu: skupiał się głównie na wątku pluralizmu. Ironię sytuacji zdawali się widzieć wszyscy poza nim samym.

Dotkliwa i komiczna bywa ta niespójność – w jedno oficjalnie wierzę, a drugie praktykuję. I to jest mocno związane z czymś, co nazwę „ustrojem wewnętrznym”.

Spośród wielu możliwych „wewnętrznych ustrojów” wybrałam przeciwstawne: dyktaturę i, jak łatwo zgadnąć, demokrację.

Napięcie

Jeśli żyję w stanie wewnętrznej dyktatury, podstawową cechą mojej codzienności jest napięcie: naprężona lina, której w żadnym razie nie wolno puścić, bo wszystko runie. Lina rozpięta jest pomiędzy inwigilującym a inwigilowanym, kontrolującym a kontrolowanym, tym, który budzi przestrach, i tym, który żyje w przestrachu. To, co niezgodne z linią, jest osadzane w więzieniach, zsyłane do obozów pracy. Wszędzie wiszą kamery, które sam zamontowałem. Wewnętrzny cenzor pochyla głowę nad kartkami pełnymi skreśleń. Chłodnym wzrokiem penetruję wszystkie swoje poczynania. Penetruję swoje myśli w poszukiwaniu, jak pisał Orwell, myślozbrodni. Głos dyktatora płynie z megafonów na przystankach tramwajowych, w miejscach pracy i wypoczynku (chociaż przecież…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zróbmy sobie dziecko