„Odkrywanie świata to jeden z najlepszych sposobów odkrywania umysłu, a w wędrówce przemierzyć można je oba”– pisze Rebecca Solnit w Zewie włóczęgi (tłum. A. Dzierzgowska, S. Królak), mając na myśli dwutorową i synchroniczną relację, jaka łączy chodzenie z poznawaniem konkretnych miejsc i przestrzeni z poznawaniem zakamarków własnej świadomości. Innymi słowy, w im dziksze, mniej uczęszczane rejony świata się zapuścimy, tym większa szansa, że dotrzemy do najgłębszych pokładów myśli, a introspekcyjne wizje stanowią powód do wewnętrznej przemiany – a choćby tylko do powadzenia się z utartymi sądami, które systematycznie zarastają nasze codzienne, poddane rutynie życie.
Ów prywatny wymiar chodzenia – błąkania się, wałęsania, pielgrzymowania bądź wędrowania – powinien według Solnit kulminować w osiągnięciu stanu…