Subskrybuj
Artemisia Gentileschi (Wikimedia Commons)
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...

Ona, czyli #MeToo

Wykład, na którym o niej mówię, jest zawsze najtrudniejszy w całym rocznym cyklu – choćbym nie wiem jak się starał, zawsze załamie mi się na nim w pewnym momencie głos. Nie wiem, dlaczego tyle to mnie kosztuje, a historia Artemisii tak bardzo porusza.

Od innej zacząć po prostu nie wypada. Ikona. Gwiazda feministycznej historii sztuki. Ofiara i oskarżycielka. Filomela i Atena. Malarka na dworach Medyceuszy i angielskiego króla. Pierwsza kobieta we florenckiej Akademii. Niemalże protoemancypantka (czy aby na pewno?). Wyzwolona z konwenansów niewierna żona i kochanka. Ona. Artemisia Gentileschi. Bohaterka i zwyciężczyni.

Linda Nochlin w swoim kanonicznym już szkicu Why Have There Been No Great Women Artists?(Dlaczego nie było wielkich artystek, 1971) pytała o dotkliwą nieobecność uznanych, wybitnych kobiet w dziedzinie sztuki (jak pisała: żeńskich odpowiedników Michała Anioła, Rembrandta czy Delacroix) i dała odpowiedź, która dziś jest już oczywista. Nie stały za tym brak kreatywności, talentu czy ograniczenia intelektualne i psychiczne, ale uwarunkowania historyczno-społeczne patriarchalnej kultury oraz normy obowiązujące w obrębie Instytucji. Artystyczna profesja związana była z pochodzeniem (klasą średnią), płcią (męską) i rodziną – zawód przekazywano najczęściej z ojca na syna lub krewniaka. Dodam jeszcze: przypisane do sfery domowej kobiety miały ograniczone możliwości kształcenia się, zwłaszcza jeśli chodzi o sztukę. W pracowniach i akademiach uczniowie rysowali, malowali i rzeźbili akty, najczęściej męskie, a na nagich modeli cnotliwe dziewczęta patrzeć nie mogły. Nie mogły też udać się w daleką podróż, żeby w czasach przedmuzealnych zobaczyć obrazy mogące zmienić ich świadomość i styl. Te najbardziej zdeterminowane tworzyły najczęściej dzieła sytuujące się najniżej w akademickiej hierarchii tematów: martwe natury, sceny rodzajowe, pejzaże, portrety mniej znacznych osób (często miniatury), lub po prostu tkały i haftowały. Tematy uważane za wzniosłe i ważne (oraz najlepiej przy tym płatne), czyli sceny historyczne, biblijne i mitologiczne, były domeną artystów mężczyzn. W XVII-wiecznej Italii szklany tematyczny sufit przebiło w mniejszym lub większym stopniu bodajże siedem malarek – Virginia da Vezzo, Fede Galizia, Orsola Maddalena Caccia, Giovanna Garzoni, Lavinia Fontana, Elisabetta Sirani i Artemisia Gentileschi. Wszystkie łączy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć