Co tam! Ja panience powiem, że nie trzeba nadmiar troskać się i smęcić. Są na świecie złe ludzie, są i dobre. Podczas smętno bywa, a podczas może być i wesoło. Najgorsza to jest rzecz, kiedy człowiek nic nie robi, a tylko o swoich biedach myśli.
Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem
Ile razy moja przyjaciółka rozkładała karimatę obok łóżka swojej matki. Ile razy w nocy wstawała i szła po wodę, po zioła, po maść, po wilgotny ręcznik, ile razy poprawiała idealnie ułożoną poduszkę. Ile razy malowała jej paznokcie, choć chyba tylko ona jedna na te paznokcie patrzyła, ile razy przesunęła szczotką po słabych włosach.
Ile razy spałam zgięta w pałąk na krześle przystawionym do szpitalnego dziecięcego łóżka.
Ile nas było, ile nas jest, rozściełających troskę w szpitalnych salach, w dziecięcych pokojach, w zaciemnionych sypialniach, podstawiających talerz, podtykających łyżkę, wycierających nos, tyłek, oklepujących plecy, rozmasowujących odleżyny, wysłuchujących zwierzeń.
Jest nas połowa, pół świata, z troską wstrzykniętą w krwiobieg gdzieś między piątym a piętnastym rokiem życia – to w tym przedziale wiekowym dziewczynki zaczynają rozumieć, że mogą realizować się w relacjach z innymi.
Wprawdzie z dzieciństwa nie przypominam sobie, by ćwiczono mnie do troski, te lekcje odebrałam nieświadomie, ale dziś dobrze rozumiem słowa Carol Gilligan o tym, że męskość ustanawia się z reguły przez oddzielenie, a żeńskość definiuje się przez przywiązanie. Kobiety przeglądają się w innych osobach i dlatego często stawiają na relacje i troskę o nie, podczas gdy mężczyźni nierzadko widzą we wszystkich siebie.
Pierwsze słowo w państwie
Troska i te inne słowa, uważność, czułość,…