Subskrybuj
Neapol, 1956 r. Fot. Getty
(1892–1940) Niemiecko-żydowski filozof, teolog, teoretyk kultury, autor Pasaży – monumentalnej syntezy życia kulturalnego i społecznego XIX-wiecznego Paryża, a także wielu inspirujących współczesnych myślicieli esejów i miniatur filozoficznych, jak np. W sprawie krytyki przemocy czy O pojęciu historii. Zmarł – prawdopodobnie...
(1891–1979) Łotewska aktorka i reżyserka, przez lata angażowała się w proletariacki teatr uliczny dla dzieci, wierząc w edukacyjną moc tej sztuki; jej talent znany był także w międzywojennych Niemczech, gdzie blisko współpracowała z Bertoltem Brechtem; od 1917 r. sympatyzowała z bolszewikami,...

Neapol

Kawiarnie neapolitańskie są małomówne. Dłuższe w nich przesiadywanie jest raczej wykluczone. Filiżanka supergorącego espresso i do widzenia, drogi gościu.

Przed paroma laty pewnego księdza, winnego czynów nieobyczajnych, obwożono na wózku po ulicach Neapolu. Szedł za nim złorzeczący tłum. Zza rogu wyłonił się orszak weselny. Ksiądz podnosi się, czyni znak błogosławieństwa, a wszyscy idący za wózkiem padają na kolana. Tak oto religia katolicka w tym mieście bezwzględnie, w każdej sytuacji, usiłuje odzyskać swoje pozycje. Gdyby kiedyś miała zniknąć z powierzchni ziemi, to na samym końcu chyba nie z Rzymu, lecz właśnie z Neapolu.

Nigdzie indziej, jak tylko na łonie Kościoła, ten lud nie mógłby bezpieczniej żyć bogactwem swych barbarzyńskich upodobań, zrodzonych wszak w samym sercu wielkiego miasta. Potrzebuje on katolicyzmu, bo wiąże się z nim legenda, tudzież data dotycząca pewnego męczennika legalizującego nawet wszelkie jego ekscesy. Tu urodził się Alfons Liguori, święty, który praktykę Kościoła katolickiego uelastycznił tak, by mógł on ze znawstwem śledzić rzemiosło szalbierzy oraz dziwek i kontrolować je surowymi bądź komicznymi karami kościelnymi poprzez spowiedź, o której napisał trzytomowe kompendium. Jedynie Kościół, nie policja, może równać się z samorządem przestępczym – camorrą.

Tak tedy ktoś poszkodowany, komu zależy na powrocie do swoich, nawet nie pomyśli o wzywaniu policji. Jeśli już nie osobiście, to przez pośredników cywilnych albo kościelnych zwraca się on do członków camorry.

Przez nich uzgadnia wysokość okupu. Od Neapolu do Castellammare, przez proletariackie przedmieścia ciągnie się główna kwatera kontynentalnej camorry. Otóż dzielnic, w których można by się odwołać do policji, przestępczość unika. Rozdziela się ona na miasto i przedmieścia. Skutkiem tego stają się one niebezpieczne. Podróżny, któremu drogę aż do Rzymu znaczą dzieła sztuki niby sztachety w płocie ślepcowi, w Neapolu nie czuje się zbyt dobrze. Dowodem na to, groteskowym jak mało który, niech będzie zwołanie tu międzynarodowego kongresu filozofów. Bez śladu rozpłynął się on w ognistej kurzawie miasta, gdy wśród zgiełku ludowego święta odbywały się uroczystości 700-lecia uniwersytetu, w którego blaszaną aureolkę jubileusz został wpisany. W sekretariacie stawiali się biadający zaproszeni goście, w jednym okamgnieniu okradzeni z dokumentów i pieniędzy. Wszelako nie lepszy okazał się los zwyczajnego podróżnego. Nawet…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Gdy choruje nasza psychika