Subskrybuj
Dorota Boruta w swoim zakładzie perukarskim przy ul. Długiej w Krakowie, fot. Andrzej Banaś/Gazeta Krakowska/Polskapress/East News
Dziennikarka i reporterka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym”, publikowała reportaże w „Dużym Formacie” i „Ale Historia”

Ginące, odradzające się

Starsi z żalem zamykają swoje zakłady. Młodzi na nowo odkrywają wartość ręcznej roboty. Starych i młodych rzemieślników łączy jedno: mimo wielu trudności nie wyobrażają sobie życia bez swojej pracy.

Mówił, że wieczne pióro jest jak dolar – przetrwa wszystko. Do jego maleńkiego zakładu przy ul. Szpitalnej napływały koperty z całej Polski. W środku znajdowały się parkery, pelikany, watermany. Kiedyś w samym Krakowie było aż siedem zakładów specjalizujących się w naprawie piór. Ale przyszły czasy, że jego nazwisko i adres zaczęły być pieczołowicie przechowywane przez miłośników kaligrafii. To była jedna z nielicznych pozycji na coraz krótszej liście miejsc, gdzie wciąż realizowano takie usługi. Pan Marian Grega doskonale wiedział, co zrobić ze skrzywioną stalówką, przepuszczającą atrament uszczelką, jak odrestaurować nadgryzioną zębem czasu obudowę. Zgłaszały się do niego dzieciaki ze zwykłymi plastikami z papierniczego i kolekcjonerzy z prawdziwymi perełkami. Do każdego pióra podchodził z takim samym pietyzmem. Jego stałymi klientami byli: Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, Andrzej Sikorowski. Któregoś dnia na drzwiach pana Gregi pojawiła się tabliczka: „Lokal do wynajęcia”. „Czy to koniec?” – zastanawiali się jego klienci na internetowym forum miłośników wiecznych piór. Nie, co za ulga, ktoś wypatrzył kartkę z informacją, że pióra do naprawy można zostawiać po sąsiedzku, w tej samej kamienicy, u optyka. Jeszcze przez jakiś czas wykonywał naprawy dla stałych klientów. Potem kartka znikła. W marcu 2016 r., trzy lata po zamknięciu zakładu, Marian Grega zmarł. Jego przygoda z piórami zaczęła się w czasach okupacji. Zmuszony do opuszczenia Krakowa, rozpoczął pracę w częstochowskiej Fabryce Wiecznych Piór „Omega”. Po wojnie otworzył swój zakład na Szpitalnej, w którym przepracował blisko 70 lat. Maria Język urodziła się w rodzinie krawieckiej. Miała różne pomysły na siebie, pewna była tylko jednego: nigdy nie będzie miała nic wspólnego z szyciem. Przez wiele lat pracowała w laboratorium chemicznym. Los jednak chciał, że wyszła za mąż za syna znanej gorseciarki. Kiedy teściowa zachorowała, przyszła do zakładu jej pomóc, a po jej śmierci przejęła interes. Z czasem pokochała swoją pracę. Idąc ulicą, często lustrowała przechodzące kobiety, nie mogąc…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie