Subskrybuj
fot. Adam Golec/Agencja Gazeta
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Najtrudniej przyjrzeć się sobie

Dbanie o siebie to w istocie intensywne, bezkompromisowe wejście w dialog z rzeczywistością po to, żeby zobaczyć, co ona ze mnie wydobędzie, co mi (i innym) służy, a co nie. Sensowna troska o siebie zaczyna się od zdobycia wiedzy o sobie.

Urszula Pieczek: Naszą rozmowę o trosce o siebie chciałbym zacząć od kontrowersyjnej tezy, która jest mi jednak dość bliska. Właściwie istnieje tylko jedno poważne pytanie egzystencjalne i filozoficzne, a mianowicie: czy popełnić samobójstwo? Jeśli odpowiemy twierdząco, to problem zostanie rozwiązany, jeśli nie – a tak czyni większość z nas – to wtedy musimy przekonująco uzasadnić dlaczego nie.

 

Bartłomiej Dobroczyński: Czy dobrze rozumiem, że każda odpowiedź może być wyrazem troski o siebie?

Na pewno o siebie, ale przy okazji także o innych, choćby bliskich, którym na nas zależy albo którzy wymagają naszej opieki. Ważne, że musimy wtedy na własną odpowiedzialność rozpoznać, odnaleźć lub zaprojektować pewne zaczepy, zakotwiczenia czy umocowania dla naszej egzystencji, dzięki którym będziemy w stanie stwierdzić: „dla tej sprawy warto żyć”, „tego bronię”, „to część, za którą odpowiadam”.

W życiu czasami jest nam przecież tak ciężko, że sam instynkt samozachowawczy okazuje się niewystarczający. Wtedy należy ciągle poszukiwać odpowiedzi na pytanie, co jest rzeczywiście dla nas ważne, i utwierdzać się w tym.

By jednak to zrobić, musimy odpowiedzieć na inne, trudniejsze pytanie: kim właściwie jesteśmy?

Innymi słowy, cała kwestia dbania o siebie bardzo mocno wiąże się z tym, jak rozpoznamy, zdefiniujemy czy zaprojektujemy samego siebie, a w konsekwencji swoje marzenia, pragnienia, aktywności, całe życie. Wtedy może okazać się nawet, że to, co uważamy za rzeczywistą troskę i dbanie o to, żeby nasze życie miało sens i wartość, dla innych będzie czystym obłędem. Przecież choćby tacy pasjonaci sportów ekstremalnych w rodzaju wingsuit base jumping uważają, że prowadzą wspaniałą egzystencję, pełną ekstatycznych doznań, a więc bardzo „zadbaną”, zaś dla przeciętnego „kanapowego mieszczucha” to banda nieodpowiedzialnych szaleńców, bezmyślnie narażających swoje zdrowie i życie dla czystego kaprysu.

 

Kto ma zatem rację?Klucz to chyba umiejętność spojrzenia na siebie z pewnego dystansu. Już…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Samo dobro