Tacy duszpasterze. In memoriam
Czeremchy pachną w małym parku, w którym spoczywa głaz poświęcony pamięci Jacka Kuronia. W tym parku, na stoku zielonego pagórka ksiądz Roman Indrzejczyk odprawił mszę świętą za Jacka – na pożegnanie z nim i podziękowanie za to, kim Jacek był dla tak wielu osób. Teraz mamy żegnać księdza Romana. Jeszcze jeden kapłan z Żoliborza zginął, jak to określono w modlitwie, nagłą a niespodziewaną śmiercią, w rozbitym prezydenckim samolocie.
W kościele Dzieciątka Jezus, jego dawnej parafii, czuwanie przy trumnie. To jest małe wnętrze – raczej kaplica niż typowy „kościół”. O dość późnej godzinie wszystkie ławki wypełniają ciche, jakby skulone postacie. Ale prostują się, słuchając czytanych wprost od trumny wierszy księdza Romana, wierszy przesłań, dobrych rad na trudny czas.
Niewiele potrzeba
Tak „mało” potrzeba, by dobro ocalić…
dobry gest, czy słowo,
lub zwyczajny uśmiech
może człowiekowi nadzieję przywrócić.
Tak „ mało” potrzeba, by człowieka zniszczyć,
godność mu podeptać,
odebrać nadzieję,
nawet nieświadomie w kompleksy wprowadzić.
Jeśli jest to prawda,
czy zrobisz to „mało”…
– przejdziesz obojętnie
obok skrzywdzonego ?
– gdy widzisz smutnego,
czy się nie zatrzymasz ?
A gdy swoim słowem,
albo głupim gestem
(bez zastanowienia)
zadasz komuś ranę –
uczynisz to „mało”
żeby zło naprawić?[1]Intencją czytania jest podziękowanie Bogu za życie i wszystkie dary od Boga przez księdza Romana. Słuchając, jak oddychają ci ludzie, słuchając ciszy pomiędzy wierszami, zdaję sobie sprawę, że ksiądz Roman wcale nie odszedł stąd na emeryturę do prezydenckiego pałacu, raczej objął jeszcze i tamten pałac swoją troską. Nie potrzebuję nagrań z pokładu nieszczęsnego samolotu. Wiem, jaka musiała być ostatnia myśl księdza…