Błażej Popławski: Lubi Pan muzykę jazzową?
Charles King: Tak, bardzo. Dlaczego Pan pyta?
Często wspomina Pan o jazzie na kartach swoich książek. Pisze o kawiarniach, klubach muzycznych, pokazując te przestrzenie jako miejsca narodzin sfery publicznej. Co więcej, prowadzi Pan narrację z manierą jazzmana: spajając różne wątki i sięgając do tradycji wielu kultur, tworzy na ich podstawie polifoniczny przekaz o historii idei kosmopolityzmu.
Jazz opiera się na improwizacji, łączeniu różnych stylów. To nie tylko forma muzyczna, lecz coś znacznie bardziej interesującego – to system etyczny, jak kiedyś stwierdził amerykański trębacz Wynton Marsalis. Grając w zespole jazzowym, trzeba nauczyć się słuchać innych ludzi, przewidywać ich decyzje, ustępować miejsca innym, gdy wyraziło się już to, co się chciało. W takiej perspektywie muzyka staje się formą konwersacji, gdzie wirtuozeria łączy się z pokorą. Sądzę, że w podobny sposób na – leży postrzegać życie w świecie wielokulturowym. Funkcjonowanie w kosmopolitycznym mieście, państwie czy imperium zawsze bowiem wiąże się z grą pewnymi mitami, a czasem także obsesjami.
Obawiam się, że większość uczestników tej rozgrywki nie jest świadoma uwarunkowań jej przebiegu. Koncept multikulturalizmu brutalnie upolityczniono, czyniąc z samego kosmopolityzmu ideę coraz mniej czytelną. Jak Pan, jako historyk, radzi sobie z tym problemem?Z pewnością najlepiej…