Subskrybuj

Oto człowiek

Przyjechałem do Gdańska. Tanie linie lotnicze docierające od pewnego czasu także do Europy Wschodniej sprawiły, że ostatnio częściej latam na wschód niż na zachód. Praga, Wilno, niedawno Kraków, teraz Gdańsk – miasto Lecha Wałęsy i legendarnej „Solidarności”.

Wczoraj zaliczyłem tylko lotnisko, dziś wyruszyłem do starego miasta. Na szerokim deptaku za tutejszym ratuszem zaciekawił mnie niekonwencjonalny tłum ludzi. Piątek, popołudnie, polskie miasto nad Bałtykiem, a tu przebierańcy w starozakonnych chałatach. Nie tyle takich jednak jak w żydowskich dzielnicach Londynu czy Nowego Jorku, ile raczej wzorowanych na starych sztychach ilustrujących Biblię. Wielu tych dziwnych „Żydów” (także kolorowo odziane kobiety) krążyło wśród współcześnie ubranych ludzi i krzyczało coś po polsku. Co ciekawe, wśród przebierańców byli także kuglarze, błazny… Cała ta sytuacja przywodziła na myśl jakby starożytny rynek, gdzie można było dostać wszystko i niemal wszystko zobaczyć. O co tu chodzi? Zaciekawiło mnie to widowisko, wciągnęło, nie wiadomo kiedy stałem się jego uczestnikiem.

Stacja I – Jezus na śmierć skazanyNagle odezwał się mocny głos. Krótko ostrzyżony facet w białej todze i narzuconym na nią czerwonym płaszczu stanął na przedprożu efektownej szerokiej kamienicy i zaczął mówić. Jakiś teatr, pomyślałem. Dwóch żołnierzy w strojach rzymskich legionistów prowadziło pod ręce brodatego mężczyznę przypominającego wyglądem Jezusa z Nazaretu. Ten nie odzywał się, patrzył przed siebie, milczał. Odbywało się coś na kształt sądu. Mężczyzna w todze, pewnie Piłat, przewodniczył. Via dolorosa we współczesnym Gdańsku, dwa tysiące lat po tej prawdziwej z Jerozolimy. Dlaczego tutaj, dlaczego właśnie Gdańsk, czemu inscenizacja odbywa się w środku miasta, a nie gdzieś na obrzeżach, na miejscowej Kalwarii? Miałem wiele pytań i wątpliwości, chwilowo nie miał ich kto rozwiać. Nagle kolorowy tłum przebierańców zaczął wrzeszczeć: Barabasza, Barabasza, Barabasza… Przecież dobrze znam te słowa, co najmniej raz w roku słyszę w kościele to wezwanie, odczytywane w Niedzielę Palmową. Co innego jednak słyszeć monotonny tekst w zacisznej świątyni, a co innego krzyk tłumu, który przenika do trzewi, pali ci wnętrzności. Trochę się przestraszyłem. Znam prawdę, wiem, kto jest niewinny, a jednak moc tłumu jest potężna. Kiedy nie jesteś w większości, czujesz niepewność…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mity w kulturze nadmiaru