Agnieszka Drotkiewicz: Duże wrażenie podczas lektury Wieku 21 robi jego spektakularna scenografia. Sceneria Wieku 21 to według mnie jeszcze jeden ważny bohater tej książki. Tak jak przy inscenizacji oper czy dramatów mówi się o szczególnej roli scenografa, tak ja dostrzegam tu bardzo ciekawie zakomponowaną przestrzeń – przemyślaną jako całość, w najmniejszym szczególe. Mam wrażenie, że pisze Pani tak, jakby Pani malowała, a Pani zdania przypominają często japońskie grafiki ukiyo-e: „Ptaki przysiadają na wiśniowej gałęzi”.
Ewa Kuryluk: Jestem wzrokowcem, Agnieszko, Kangórem z kamerą. Tło Wieku 21 to jakby ekran w zmiennych odcieniach morza i nieba. Praca pamięci i wyobraźni rzutuje na ten ekran krajobrazy i rzeczy, sylwetki ludzi i miast, znanych i nieznanych. Byłam w Rzymie, Pompejach, Peszawarze, Nankinie, Buenos Aires. Kioto poznałam, kiedy Century 21 szło do druku. Starożytną Aleksandrię i Nil Bereniki natchnęły lektury, malowidła i filmy, do Singapuru trafiłam za Conradem. Ale na pierwszym planie stał Manhattan, którego prehistorię ci teraz opowiem. Na Manhattan popłynęliśmy z Frascati przez Szczecin – by się pożegnać przed rejsem za Atlantyk z naszymi dziadkami, przesiedlonymi ze Zbaraża do poniemieckich Gryfic pod Szczecinem właśnie – na pokładzie „Normandie”. Ten wodowany w 1935 r. transatlantyk, wówczas największy, najszybszy i najnowocześniejszy statek świata, przypomniał się ojcu w wiosenną niedzielę 1956 r. Na prośbę Piotrusia o „rejs razem”, jak nazywaliśmy zabawę w…