Arkadiusz Gruszczyński: Za rządów Wojciecha Jaruzelskiego powstało 1126 świątyń, czyli 125 rocznie. Nowy kościół otwierano średnio co trzy dni. Skąd tak duża ilość?
Kuba Snopek: W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej architektura kościołów była silnie związana z polityką. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że kościół – jako świątynia – nie jest standardową typologią socjalistycznego miasta. W całym Związku Radzieckim od początku do końca komunizmu zbudowano jedną świątynię, w dodatku na peryferiach, w Gruzji. Wydarzyło się to podczas pierestrojki. Po drugie, religia została wyrugowana z życia społecznego i przestrzeni publicznej. W Polsce było inaczej. Tutaj kościoły powstawały prawie cały czas. Ich liczba jest wskaźnikiem panujących stosunków politycznych. Po 1956 r. nastąpiła gwałtowna, ale krótka fala budowania kościołów, a później, aż do Solidarności, Kościół i państwo „mocowały się”. W latach 60. praktycznie nie powstawały nowe świątynie, chociaż to czas II Soboru Watykańskiego i obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Nowe budowy zaczynają się pojawiać od początku lat 70., co wiąże się z Grudniem i zmianą władzy. Ich liczba rośnie rokrocznie. W latach 70. Zaczyna się ok. 300 nowych budów, większość po kolejnym kryzysie, czyli w 1976 r.
Z czym to się wiązało?
Księża budowniczy lub architekci świątyń podkreślali wagę gestu sprzeciwu wobec władzy. Z kolei przedstawiciele nomenklatury PRL-u przyznawali, że w momencie ogromnych problemów ekonomicznych czy społecznych władza wydawała więcej pozwoleń na stawianie kościołów. Powód był prosty: ludzie mieli zająć się budową, a nie protestami.
Czy powodem…