Wachlarz osobowości mieszczących się w ramach prastarej kategorii mężczyzny mocarnego jest barwny i szeroki. Mogę być zwalistym amatorem dźwigania żelaza, zwinnym zawodnikiem sportów walki, wytatuowanym uczestnikiem kibolskich ustawek lub oderwanym od taczki robotnikiem o dłoniach jak bochny chleba. Postaci tych jest dużo więcej, zaś próba odnalezienia wspólnego mianownika moich wcieleń nieodmiennie kończy się odwołaniem do podstawowej funkcji, jaką spełniam względem towarzyszki życia i pozostałych bliskich mi osób. Ociekający męskością Mamed Khalidov, jeden z najlepszych zawodników polskiej sceny MMA, zauważył kiedyś, że „niestety każdy mężczyzna ma w życiu taki niedobry moment, w którym musi sobie sam dać radę. I do tego potrzebne są umiejętności – powinien być sprawny i umieć bronić rodziny”. Moja męskość wiąże się zatem głównie z możliwością…