Pięciotomową Tradycję chrześcijańską Jaroslava Pelikana określiłbym najchętniej jako epopeję pojęciową, sagę bądź opowieść. Jak bowiem zauważył Vittorio Mathieu, istnieje przecież „mit pojęciowy”, który jest „opowieścią nie mniej metaforyczną niż mit lub opowieść we właściwym znaczeniu tego słowa”.
Gdyby uwagę włoskiego filozofa potraktować poważnie, podczas czytania dwóch tysięcy stron erudycyjnych wywodów Pelikana należałoby szukać pojęć-metafor, które tylko udają, że są abstrakcyjnymi, oderwanymi terminami, a w istocie kryją w sobie mityczne obrazy.
Mity nie rozwijają się w czasie linearnym, lecz roszczą sobie pretensje do ujmowania absolutu. Jednak dla wrażliwego i zdystansowanego obserwatora, jakim jest autor Tradycji chrześcijańskiej, dzieje nie są pozorem, zasłoną dymną. Historia – także ta polityczna (niejako zewnętrzna wobec doktryny) – jest stale przywoływana, a absolutowi przygląda się autor zgodnie z ostrzeżeniami zawartymi w Pawłowym Hymnie o miłości, który mówi, że poprzestać można zaledwie na…