Zaproszony przez „Znak” do refleksji nad sytuacją „po Papieżu”, czuję, że powinienem na początku przedstawić siebie i pozycje, z których będę mówić. O ile jest dość oczywiste, że o skutkach odejścia Jana Pawła II i o tym, co wydarzyło się w Polsce, Kościele i świecie przez te przeszło trzy lata, jakie minęły od kwietnia 2005 roku, mogą wypowiadać się socjologowie i psychologowie społeczni, specjaliści od spraw kościelnych, myśli papieskiej i polityki Watykanu, teologowie i filozofowie, o tyle pojawienie się w tym szacownym gronie badacza teatru i dramatu, którym jestem, budzić może zdziwienie. Owszem, wiadomo dość powszechnie, że Karol Wojtyła miał w swoim życiu przedkościelnym ważny epizod teatralny, którego znaczenia nigdy się nie kwestionowało; wiadomo, że już jako osoba duchowna żywo interesował się teatrem i pisał dramaty, ale wszystko to należy do dziedziny biografii i nie przekracza smugi cienia wyznaczanej przyimkiem „po”. To wszystko prawda, ale też nie o tych historycznych związkach Karola Wojtyły – Jana Pawła II z teatrem jako kulturowo określoną dziedziną działalności artystycznej mam zamiar mówić, ale o przedstawieniowych i dramatycznych skutkach jego (nie)obecności, o trwającej wciąż i wcale nie zakończonej wraz ze śmiercią roli, jaką postać stworzona przez Papieża odgrywa w życiu i wyobraźni zbiorowej Polaków. Od niejakiego czasu przy różnych okazjach staram się zwrócić uwagę na bardzo istotny, a nie dość wyraźnie postrzegany i słabo uświadamiany aspekt działalności Jana Pawła II, polegający – mówiąc najogólniej i najprościej – na tym, że była to działalność przedstawieniowa czy też – by użyć obco brzmiącego, ale precyzyjniejszego słowa – performatywna. Do banałów powracających nieustannie w rozważaniach o oddziaływaniu Papieża Polaka na rodaków należy stwierdzenie, że ci ostatni uwielbiali go, ale w zasadzie nie słuchali jego słów, nie czytali jego pism, nie znają jego myśli i dorobku. Oskarżenia takie formułują przy tym zarówno „wyznawcy” Jana Pawła II, jak i jego krytycy – ci pierwsi w poznawaniu przesłania Papieża widzą konieczny warunek jego prawdziwego umiłowania i autentycznego kultu, ci drudzy – sposób na ich zniszczenie poprzez wydobycie tych elementów papieskiego dorobku, które nie są zgodne z przekonaniami i postulatami większości Polaków i mogą wręcz stanowić rysę na jego wizerunku. I jedni, i drudzy zdają się nie rozumieć, że oddziaływanie Jana Pawła…