W październiku, miesiącu, w którym ten tekst znajdzie się w druku, Powstanie Warszawskie rozpoczęło swój drugi byt: stało się tematem refleksji – po dwóch klęskach: po niepowodzeniu wojskowym i niepowodzeniu zamysłów politycznych. Nie poniosło klęski socjologicznej. Jak widać choćby w filmie „Powstanie zwykłych ludzi”, nie nastąpiło oderwanie kombatantów od ludności. Żal i gniew nie skierowały się przeciw nim. I nie przeciw londyńskim władzom (to postawiła sobie za cel propaganda w rękach tych, co stali za Wisłą).
Miałam prawo znaleźć się wśród „zwykłych ludzi” we wspomnianym filmie – byłam w czasie Powstania dzieckiem pozbawionym własnego świata, żyjącym bardzo blisko dorosłych. Pytałam o to samo, co dorośli. Nie akceptowałam tych, co kwestionowali sens i prawo do Powstania. Czuję pewien fałsz w oficjalnie promowanej edukacyjnej eksploatacji Powstania. Nie sądzę, by taki fałsz był nieunikniony; nie uważam, by bliższe rzeczywistości interpretacje były niedostępne dla osób, które teraz zaczynają poznawać historię i tworzą kolejny rozdział. Kilka uwag o procesie edukacji.
Nie wydaje mi się konieczne, by dzieci dowiadywały się o Powstaniu przez gry i zabawy na jego temat.
Takie przedsięwzięcia…