70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wydanie krytyczne nierozpoczęte

Pisma Herlinga-Grudzińskiego wydawane są w pośpiechu. Dwa pierwsze tomy Dzieł zebranych jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku ukazały się bez objaśnień edytorów.

Każde wydanie krytyczne ma pewne stałe elementy. Niezbędne są jedynie dwa.

Pierwszym z nich jest oczywiście sam ustalony tekst dzieła (można go nazwać kanonicznym). Za jego brzmienie odpowiada edytor: to on wybiera podstawę, którą powinna stanowić konkretna, jedna wersja rękopisu, maszynopisu lub danego wydania (pamiętajmy jednak, że bez kompilacji różnych wersji! edytor nie tworzy swojej publikacji, ma jedynie zrekonstruować dzieło autorskie) z poprawkami oczywistych pomyłek, takich jak literówki – edytor nie konserwuje błędów, natomiast ma ograniczone prawo do ingerencji w tekst pisarza.

Drugim koniecznym elementem jest podanie źródła tekstu oraz opis postępowania edytorskiego (co spowodowało, że edytor wybrał daną podstawę, jak z nią pracował, co poprawiał „milcząco”, czego nie udało mu się ustalić).

Pozostałe elementy nie są niezbędne, choć utarło się, że wydanie krytyczne podaje również odmiany tekstu (to jest wcześniejsze lub późniejsze wersje autorskie, których jednak edytor nie uznał za tekst kanoniczny, bo nie miał pewności, że na pewno zostały zaakceptowane przez autora – choćby zmieniane bez porozumienia z nim przedruki w czasopismach). Ponieważ tego typu publikacja powinna być podstawą dla innych edycji, a także źródłem wiedzy o dziele i biografii twórcy, dobrze jest w niej umieścić indeksy (dzieł, nazwisk, rzeczowy). W ostatnich latach upowszechnił się zwyczaj uatrakcyjniania wydań krytycznych o wybrane podobizny autografów (co, poza wymiarem handlowym, ma też aspekt merytoryczny – może ilustrować trudności redaktora podczas pracy z tekstem).

Po zapoznaniu się z dwoma pierwszymi tomami zakrojonych na wielką skalę Dzieł zebranych Gustawa Herlinga-Grudzińskiego muszę niestety stwierdzić, że robione są one w pośpiechu. Brak tu – kluczowych! – objaśnień edytora (edytorów?). Samo wydanie zaś jest nazywane „krytycznym” – gdyby ktoś wątpił, może przeczytać sugerujące to zdanie zamieszczone na stronie przedtytułowej pod informacją o patronatach honorowych (w tym rodziny pisarza oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego): „Wydanie krytyczne pod redakcją Włodzimierza Boleckiego”.

Niestety, nie jest to prawda.

Nie można nazywać krytycznym wydania, w którym brak informacji o sposobie wyboru podstawy tekstów. Taka nota niezbędna jest przy każdym pojedynczym dziele (powieść) czy zbiorze powiązanych ze sobą utworów (opowiadania, dzienniki, recenzje).

Dwa pierwsze tomy Dzieł zebranych Herlinga-Grudzińskiego stanowią wraz z trzecim pewną autonomiczną całość – zbierają „recenzje, szkice, rozprawy literackie”. Każdy z nich powinien więc zawierać – poza tekstem kanonicznym – notę edytorską. Informacja taka mogłaby ewentualnie znaleźć się w części ostatniej, ale jedynie wówczas, gdyby wydanie sprzedawano łącznie (choćby tak jak korespondencje Jana Lechonia z Mieczysławem Grydzewskim w opracowaniu Beaty Dorosz czy szkice krytycznoliterackie Jana Józefa Lipskiego w opracowaniu piszącego te słowa). Inaczej bowiem czytelnik otrzymuje publikację niekompletną. Nawet jeśli nie interesują go edytorskie szczegóły, powinien mieć możliwość zapoznania się z „instrukcją obsługi dzieła”, to znaczy przede wszystkim z informacją o źródle tekstu – tym, co było podstawą druku: rękopisy, maszynopisy, czy pierwodruki.

Należy z żalem zauważyć, że tych podstawowych wiadomości, które powinny być umieszczone w każdym wydaniu aspirującym do rangi naukowego (niekoniecznie nawet krytycznego), brakuje dziś coraz częściej. Nie znalazłem ich także w opublikowanych ostatnio Wierszach wszystkich Czesława Miłosza czy Dzienniku Sławomira Mrożka.

W Dziełach zebranych Herlinga interesująca jest ewolucja informacji edytorskich. W pierwszym tomie znajduje się wprawdzie Nota wydawcy, ale ograniczona wyłącznie do danych o przedrukach. Brak tu nawet wiadomości o wybranej podstawie oraz uzasadnienia przyjętych decyzji. Doskonałym komentarzem sporządzonym przez Adama Fitasa opatrzony jest za to jeden z utworów tej części Dzieł – nieznany wcześniej manuskrypt Herlinga. Powinien on być wzorem dla tego sporządzonego do całego tomu, który podpisałby odpowiedzialny edytor (edytorzy).

Z kolei w drugim tomie, opublikowanym przeszło rok po pierwszym, niespodziewanie trafiamy na informację zapisaną drobnym drukiem, którą zacytuję w całości: „zasady wydania, posłowie oraz inne elementy dodatku krytycznego do tomów pierwszego, drugiego i trzeciego zostaną umieszczone w tomie trzecim”. Zdanie to znajduje się na stronie redakcyjnej umieszczonej na końcu książki, gdzie zazwyczaj rzadko ktokolwiek zagląda. W części pierwszej zabrakło noty edytorskiej oraz informacji, kiedy się ona pojawi.

Wysiłek wielu osób jest niszczony przez pośpiech. Równie wielkiej pracy „u podstaw” nikt już nigdy przecież nie wykona. Czy nie lepiej działać wolniej, z wypracowaną koncepcją oraz zachowaniem stałych reguł?

Co można zmienić w kolejnych tomach? Przede wszystkim trzeba określić zasady publikacji. Nie wiemy, czy Dzieła zebrane Herlinga mają jakąś założoną koncepcję podstaw tekstu. W edycji krytycznej powinno to być ostatnie wydanie za życia pisarza w języku polskim (bez wątpienia zaakceptowane przez niego) lub ostatnia publikacja za życia autora w języku polskim z naniesionymi przez niego poprawkami (na egzemplarzu lub w korekcie autorskiej). Ewentualnie – maszynopis lub nawet rękopis, jeżeli nie mamy pewności, że pierwodruk jest zgodny z wolą pisarza, a to przy artykułach w czasopismach częsta sytuacja już to z racji cenzury (czego nie można wykluczyć w publikacjach Herlinga dla prasy II Korpusu), już to apodyktyczności redaktorów (znany z tego był Grydzewski), już to literówek („Kultura”).

Wydanie krytyczne ma charakter źródłowy, a zatem nawet jeśli przyjęta zostanie zasada, że włącza się do niego przedruki, nie można robić tego automatyczne. Konieczna jest kwerenda choćby w archiwum Instytutu Literackiego, archiwum „Wiadomości” (trzeba zweryfikować w Toruniu, czy jest pełne) lub archiwum pisarza w Neapolu. Drukowane wersje trzeba porównywać z korektami i z korespondencją, czy nie zakradły się błędy, czy naniesiono poprawki, czy nie zmieniano wbrew woli autora czegoś, czego ten nie mógł lub nie chciał zauważyć. Wiemy, że niektóre z uwag Herlinga do jego tekstów nie zostały uwzględnione (gdy na przykład numer był już w druku).

Niezbędny jest także opis redakcyjny – czy zachowane zostały oboczności i błędy (charakterystyczne dla stylu danego pisarza), również merytoryczne. Nie dostrzegam ponadto spójnej „polityki” dotyczącej przypisów. Czy odbiorcy Herlinga faktycznie należy tłumaczyć, kim był Hegel (ogranicza się to zresztą do rocznych dat życia i informacji „filozof”, chyba w tej formie zbędnej)? Z drugiej strony potrzebna jest na pewno informacja o Adolfie Bocheńskim. Czy jednak powinna ona zajmować całą stronę i mieszać fakty z interpretacjami? Ale nawet jeśli tak miałyby wyglądać przypisy, to ten o Heglu prezentuje zupełnie inne podejście niż ten o Bocheńskim. Zaburzone proporcje to poważny błąd.

Poza budową zastanawia czasem również celowość komentarzy redaktora. Czy przypisy nie powinny raczej dostarczać czytelnikowi wiedzy edytora, której gdzie indziej nie znajdzie, na przykład informować, że Herling piszący o Heglu polemizował z jakimś jego tekstem albo odnosił się do swojego wcześniejszego artykułu?

Poza notami edytorskimi brak jednej myśli spajającej całość. Za dany tom powinien odpowiadać konkretny redaktor, jedna, dwie – maksymalnie trzy! – osoby. Tu jest ich dziewiętnaście.

Żałuję, że w wydaniu tym tak skromny udział ma Zdzisław Kudelski, który jest wyjątkowo solidnym badaczem, od kilkudziesięciu lat zajmującym się twórczością Herlinga-Grudzińskiego w sposób klasycznie filologiczny. W dwóch pierwszych tomach edytorzy wykorzystali jego żmudną pracę – zebrane teksty i bibliografię (zastanawiam się, czy dokonano dodatkowych kwerend i ją rozbudowano, czy też wyłącznie przedrukowano).

Mam nadzieję, że rola Kudelskiego stanie się z czasem większa. Bolecki jest znakomitym znawcą twórczości Herlinga-Grudzińskiego, nie zajmował się nim jednak dotychczas filologicznie – podobnie zresztą jak w przypadku Gombrowicza (Ferdydurke w ramach Dzieł zebranych Gombrowicza jest raczej interesującą monografią zbudowaną wokół powieści niż jej edycją krytyczną). Dalsze wydawanie Herlinga-Grudzińskiego bez większej roli Kudelskiego nie będzie chyba możliwe.

Edycja krytyczna wymaga oryginalnych ustaleń. Pomimo ogromu bibliograficznego materiału nie powinna się zatem ograniczać jedynie do rejestrowania stanu badań. Praca redaktora to żniwa wcześniejszych żmudnych działań dokumentacyjnych, podczas których zdarzają się odkrycia.

Dobre wydanie ważniejszych niż publicystyka dzieł Herlinga – Dziennika pisanego nocą oraz Innego Świata – jest nadal możliwe, trzeba jednak zmienić sposób pracy: zwiększyć rolę badaczy trzymających się zasad filologicznych (takich jak Kudelski, Fitas) oraz wypracować spójne zasady edycji (także – z uwagi na ilość osób zaangażowanych w publikację i jej wagę – w dyskusjach na otwartych zebraniach naukowych).

Gustaw Herling-Grudziński

Dzieła zebrane, t. 1-2

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009-2010, s. 756 + 668

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata