70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Tymoteusz Piotrowski

W odcinkach: Piękna katastrofa

I Love Dick zaskakuje i wytrąca z rutyny. Pierwszym powodem jest szalenie interesujące podejście do porażki czy nawet „przegranej postaci”, przenicowujące stereotypowe przedstawienia i ideologię sukcesu.

Zrażona nieco rozwojem serialu Transparent, który miał swoje imponujące wzloty i – w ostatnich sezonach – także mniej interesujące upadki, obejrzałam nowe dzieło Jill Soloway z niemal rocznym opóźnieniem. Sukces serialu o rodzinie Pfeffermanów (głównym wątkiem jest niezmiennie transgenderowa tożsamość ojca) wyraźnie ośmielił reżyserkę. Co zaskakujące, I Love Dick to serial, który o wiele odważniej eksperymentuje z formą, prowadząc na nowe tory lubiany w ostatnich latach gatunek dramedy. Długo czekałam na tak piękną katastrofę.

I Love Dick to przeniesienie na mały ekran powieści o tym samym tytule, autorstwa Chris Kraus. Na poły autobiograficzna, na poły fikcyjna proza wydana jeszcze w latach 90. podzieliła i zszokowała dużą część odbiorców swoim rewolucyjnym, nieco szaleńczym feminizmem i niepodążaniem za ideologią sukcesu. Literackie źródła serialu są bardzo istotne dla przebiegu akcji oraz rozmaitych zabiegów formalnych. Jednym z nich są plansze z jaskrawymi napisami wyświetlanymi przed oczami widza w każdym odcinku. Cytaty z listów pisanych do tytułowego Dicka pojawiają się też w samym serialu – projekt artystyczny głównej bohaterki przewiduje bowiem, że fantazje seksualne wyrażone w owych listach rozlepiane są przez nią w całym miasteczku.

Serial opowiada historię Chris Kraus, niepewnej siebie reżyserki, która wyjeżdża wraz z mężem do Teksasu. Sylvère (w tej roli Griffin Dunne) otrzymuje rezydencję artystyczną w miasteczku Marfa, które w rzeczywistości również jest ważnym ośrodkiem sztuki minimalistycznej. Chris jedzie tam jednak wbrew swoim planom. Już na początku serialu okazuje się, że jej film został wycofany z festiwalu w Wenecji, i jak można sądzić na podstawie fragmentów, nie bez powodu. W roli głównej obsadzono Kathryn Hahn, znaną widzom m.in. z Transparent z roli rabinki postępowej gminy żydowskiej. W tytułowego Dicka wciela się natomiast (i tu niespodzianka) Kevin Bacon. Osobliwy i niespełniony trójkąt miłosny, jaki tworzy małżeństwo nowojorczyków z karykaturalnie męskim Dickiem, jest zasadniczym tematem serialu. Postać artysty-kowboja, który zawładnął seksualnymi fantazjami nowo przybyłej do miasta pary, ma być z jednej strony intrygująca, z drugiej zaś – kuriozalna.

Milczący i powściągliwy rzeźbiarz, który ma za nic niekończące się dyskusje o sztuce, a może nawet samą sztukę, jest osobną wariacją na temat wizerunku współczesnego artysty. Właśnie ta nieoczywistość czy wręcz nadmiarowość jego postaci obezwładnia Chris. Kiedy mąż pyta ją, czy mogą już przestać (rozmawiać o Dicku, pisać listy do Dicka, próbować się zbliżyć do Dicka, fantazjować w łóżku o Dicku, rozklejać w mieście kartki na jego temat), kobieta nie jest pewna, czy może się na to zdobyć. Mimo że to ona jest inicjatorką i realizatorką większości tego szaleńczego projektu, przeradzającego się w seksualną obsesję, Sylvère zdaje się wikłać w ten układ w nie mniejszym stopniu. Zaskoczeń nie będzie. Katastrofa pogania katastrofę, a Chris z dnia na dzień staje się z jednej strony pośmiewiskiem młodych lokalnych artystów, z drugiej zaś – przedmiotem ich własnego projektu artystycznego.

Wszystko to może brzmieć fatalnie i pretensjonalnie. W istocie serial jest jednak bardzo precyzyjnie napisaną historią o tym, jak seksualna fascynacja może zaćmić poczucie widoczności albo sprawić, że straci ona na ważności. Ale także o tym, jak bardzo dotkliwa porażka, odrzucenie czy poczucie własnej żałosności może stanowić doskonały materiał dla sztuki i literatury. Wbrew pozorom nie oznacza to jednak pseudoliberalnych morałów o przekuwaniu porażki w sukces, dążeniu do celu ciężką pracą i wytrwałością oraz „wychodzeniu ze strefy komfortu”. Seria porażek przekuwana jest tu w twórczość, w publiczny dowód własnej wrażliwości i wyobraźni. To, co nie jest akceptowane przez Dicka jako uczucia prywatne, jest docenione w sferze artystycznej. I Love Dick, poza centralną historią, włącza kilka mniejszych, choć równie interesujących wątków. Jednym z nich jest kariera dyrektorki muzeum, którą paraliżują decyzje Dicka. Innym – indywidualna droga artystyczna płciowo płynnej postaci (Devon; w tej roli wspaniała Roberta Colindrez), pochodzącej z katolickiej, hiszpańskojęzycznej, lokalnej rodziny. Pobocznych wątków jest kilka, wszystkie jednak mają ważny punkt wspólny – Dick. Nieoczekiwane połączenie karykatury, a może wręcz satyry i nader intymnego sposobu postrzegania postaci i opowiadania ich historii tworzy mieszankę wybuchową. Nic nie jest tu takie, jak moglibyśmy się spodziewać. Ani sztuki, ani seksualności, ani relacji miłosnych nie pokazuje się w sposób typowy.

Mimo kilku fałszywych ruchów i przesadnej przewidywalności poszczególnych scen I Love Dick zaskakuje i wytrąca z rutyny. Pierwszym powodem jest szalenie interesujące podejście do porażki czy nawet „przegranej postaci” Chris (ale także Sylvère i Dicka), przenicowujące stereotypowe przedstawienia i ideologię sukcesu. Drugim śmiałość formalna serialu i jego eksperymenty z różnymi sposobami kobiecego patrzenia, mówienia, zaistnienia w przestrzeni sztuki, a nawet wykorzystywania tekstu. To zaskakująca, wymagająca i nierzadko także drażniąca widza produkcja. Żałuję, że nie ma szans na drugi sezon.

_

I Love Dick
Twórczynie: Sarah Gubbins, Jill Soloway
Amazon Video 2016–2017


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter