70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Paul Celan. Otchłań pod stopami

Poezja Celana nie jest kolejną odmianą czystej sztuki, ezoterycznej szarady czy wyzbytej nadrzędnego sensu kombinatoryki abstrakcyjnych obrazów i pokruszonych słów. Posiada luki, pęknięcia i wyrwy, przez które nie prześwituje głębia ani ukryta prawda, lecz które są swoistą negatywną epifanią braku i nieobecności (w wymiarze dosłownym i symbolicznym).

Kiedy w 1998 r. w Wydawnictwie Literackim ukazał się, przygotowany przez Ryszarda Krynickiego, obszerny tom Utworów wybranych Paula Celana, Marcin Baran w recenzji ogłoszonej na łamach „Gazety Wyborczej” nazwał tę publikację z jawną, choć w pełni kontrolowaną emfazą „książką wieku”, uznając ją za jedną z najważniejszych pozycji, jakie wydano w Polsce w XX stuleciu. Deklaracja taka mogła się wówczas wydawać co najmniej ekscentryczna, Celan należał bowiem do poetów hermetycznych, trudnych, stawiających zarówno przed tłumaczem, jak i czytelnikiem najwyższe wymagania, a opracowania krytyczne mogące przybliżyć polskiemu odbiorcy jego twórczość, dające choćby orientacyjne pojęcie o jej randze i znaczeniu dla dziejów XX-wiecznej poezji, były u nas praktycznie nieobecne lub trudno dostępne. Sytuacja ta z czasem uległa zmianie, a autor Fugi śmierci z wolna, lecz konsekwentnie torował sobie drogę do świadomości polskich czytelników. W tym samym 1998 r., w którym ukazały się Utwory wybrane, opublikowano także polskie przekłady ważnych tekstów poświęconych Celanowi, napisanych przez dwóch wielkich XX-wiecznych filozofów: Hansa-Georga Gadamera i Jacques’a Derridę. Esej Derridy, publikowany najpierw w „Literaturze na Świecie”, która cztery lata wcześniej prezentowała na swoich łamach sylwetkę Celana, został w roku 2000 wydany w postaci osobnej książki pt. Szibolet dla Paula Celana. W roku 2004 opublikowano polski przekład bardzo ważnej dla recepcji Celana pracy francuskiego estetyka i filozofa Philippe’a Lacoue-Labarthe’a Poezja jako doświadczenie. W roku 2009 dzięki książce Joanny Roszak Południk spotkania. Paul Celan w polskiej poezji powojennej, rekonstruującej ślady obecności poezji autora Róży nikogo w twórczości kilkudziesięciu współczesnych polskich poetów, mieliśmy okazję przekonać się o tym, jak istotnym punktem odniesienia był on dla polskiej liryki II połowy XX w. Rok później, w 2010 r., do rąk polskiego czytelnika trafiły klasyczna praca Johna Felstinera Paul Celan. Poeta,ocalony, Żyd, spajającą z powodzeniem biografię z interpretacją twórczości, oraz zbiór korespondencji poety z jego wieloletnią przyjaciółką i powierniczką, austriacką pisarką Ingeborg Bachmann, z którą przez długi czas łączył go trudny i powikłany związek emocjonalny. Ostatnie trzy lata były dla polskiej recepcji Celana szczególnie owocne. W 2012 r. ukazała się praca zbiorowa pod redakcją Joanny Roszak, zatytułowana Kartki Celana. Intepretacje, złożona z lektur pojedynczych wierszy autora Fugi śmierci dokonanych przez literaturoznawców polskich i zagranicznych. Publikacja ta, w której znalazły się m.in. szkice późniejszych autorów książek o Celanie, Adama Lipszyca i Pawła Piszczatowskiego, pokazywała już wyraźnie, że autor Południka stał się twórcą ważnym także dla polskiej refleksji filozoficzno-literaturoznawczej. W 2013 r. Ryszard Krynicki wydał przygotowywany przez wiele lat, największy jak dotąd wybór wierszy Paula Celana we własnym tłumaczeniu i opracowaniu zatytułowany Psalm i inne wiersze. Wreszcie rok temu ukazała się obszerna monografia poezji Celana pióra Pawła Piszczatowskiego Znacze//nie wiersza. Apofazy Paula Celana. W tym roku zaś do księgarń trafiły dwie kolejne celanowskie książki: Czas wiersza. Paul Celan i teologie literackie Adama Lipszyca oraz opracowany i zredagowany przez Lipszyca i Piszczatowskiego zbiór szkiców poświęconych autorowi Południka napisanych przez 15 różnych autorów zatytułowany Paul Celan: język i Zagłada, otwierdzający istnienie licznej grupy polskich znawców twórczości Celana, wywodzących się spośród przedstawicieli różnych dyscyplin i środowisk naukowych.

Ten pobieżny przegląd, uwzględniający tylko najważniejsze wydane w Polsce w ostatnich kilkunastu latach publikacje książkowe poświęcone poezji autora Tenebrae, pokazuje, że jego twórczość pociąga i fascynuje nie tylko literaturoznawców zajmujących się na co dzień badaniem i komentowaniem poezji, ale także filozofów, antropologów czy badaczy kultury. Można by nawet zaryzykować tezę, że Celan, doprowadzający poezję do granic komunikowalności i wystawiający na próbę semantyczne możliwości języka, okazywał się często nieprzystępny i zniechęcający właśnie dla tych, którzy chcieli go czytać na sposób nazbyt literacki i którzy, nie znajdując w jego wierszach stabilnych znaczeń, dających się zrekonstruować i opisać za pomocą tradycyjnych narzędzi filologicznych, rezerwowali dla niego na literackiej mapie miejsce osobne i odosobnione, redukując fenomen jego poezji do kliku mocno już zbanalizowanych konceptów: niewyrażalności traumatycznego doświadczenia, poezji milczenia, zapisu rozpadu i klęski języka poetyckiego. W tej optyce poezja Celana pozostawała często jedynie skrajnie negatywnym świadectwem porażenia przez historię, rozpisaną na setki wierszy obsesyjną kontemplacją rozkładu, pustki i braku.

 

Hermeneutyka – po raz ostatni! 

Książki Lipszyca i Piszczatowskiego sprzeciwiają się takiej logice, wydającej wiersz, jak to ujmuje Lipszyc, „na pastwę złej nieskończoności, bezustannej jąkaniny zarządzanej przymusem powtarzania, wciąż na nowo odradzającego traumatyczną utratę” (s. 170). Obaj badacze poszukują zatem sumiennie i z uporem owych „resztek mowy” przechowanych w drobinach pokruszonych słów, niewyraźnych echach i powidokach utraconych znaczeń, grudkach sensu wydobywanych z mozołem przez Celana z rwącego nurtu codziennej mowy wbrew pokusie zamilknięcia, oznaczającej przecież także milczącą zgodę na zapomnienie.

Lipszyc i Piszczatowski przekonują, że poezja Celana w równym stopniu zdaje sprawę z niemożności mówienia, jak i z konieczności wypowiedzenia doświadczenia utraty, z potrzeby złożenia świadectwa w imieniu tych, którzy sami nie mogą już tego uczynić. Nieprzezwyciężalna aporetyczność tych sprzecznych impulsów wynika m.in. z głębokiego przekonania Celana, że wiersz, będąc czymś koniecznym – także z etycznego punktu widzenia – nie tylko nie jest w stanie niczego ocalić ani przywrócić do istnienia, ale nie potrafi też niczemu zaświadczyć w potocznym, afirmatywnym znaczeniu tego słowa.

Wiersz nie chce po prostu znaczyć, a więc nie chce przekazywać gotowych, uniwersalnych treści, a jednocześnie usiłuje, poprzez podważanie i kwestionowanie przyjętych sposobów mówienia, demontaż składni i rozbijanie słowa, wypracować jakiś inny, jednostkowy sposób istnienia języka i istnienia w języku, który nie ograniczałby się do prostej cyrkulacji znaczeń.

Jak ujmuje to trafnie we wstępie do tomu Paul Celan: język i Zagłada Paweł Piszczatowski, „Celan nie tyle pragnie coś w swoich wierszach powiedzieć, ile chce coś w nich, nimi zrobić” (s. 6). Ten czynnościowy wymiar tworzenia przekłada się także na pracę lektury, która nie może być już tylko „wyzwaniem poznawczym”, ograniczonym do pieczołowitej rekonstrukcji sensów i znaczeń wiersza. Musi zamienić się w wysiłek ciągłego uchylania się wszelkim narzucającym się znaczeniom, nieustannego ich przekraczania i poszukiwania jakichś nowych sposobów towarzyszenia tej poezji, która broniąc do siebie dostępu, jednocześnie dokonuje ożywczego wyłomu w pozbawionej szczelin, opresyjnej mowie, otwierając język na inną formę istnienia. Znaczenie w rozumieniu Piszczatowskiego nie przybiera zatem substancjalnego i gotowego kształtu, który czeka na odsłonięcie i wieńczy akt interpretacji, ale staje się formą jednostkowego działania, mozolnym i niemającym kresu procesem zarysowywania i nanoszenia śladów, znaczenia własnego, niepowtarzalnego miejsca w splątanej i nieskończonej przestrzeni mowy otwieranej przez wiersz.

To potencjalne otwarcie nie przybiera jednak nigdy u Celana formy wyzwalającego zdarzenia, nie ma w sobie zatem potencjału politycznego, zdolnego na nowo ożywić zastygły i znieruchomiały świat, nadać historii nowy, odnowicielski bieg. Nie znajdziemy także w tej poezji żadnej mesjańskiej obietnicy odnowienia upadłego czasu ani całościowej restauracji zdegradowanej mowy. Upadek w nieodwracalnie skażony i naznaczony piętnem niemożliwej do odkupienia zbrodni czas historyczny jest ostateczny, a jedyne chwile wytchnienia czy wyzwolenia spod jego miażdżącej, unicestwiającej mocy przynosi właśnie wiersz, znajdujący dla siebie rodzaj atopicznego miejsca poza przestrzenią i czasem, także, jak przekonująco dowodzi Lipszyc, poza przestrzenią i czasem sztuki. „Poezja – pisze Lipszyc – nie jest (…) tym samym co sztuka: pojawia się raczej w momencie radykalnego pęknięcia samego dyskursu artystycznego. Nie ma jednak swojej odrębnej domeny” (s. 40). Dlatego moment wiersza to wyrwane ze strumienia czasu, z nieprzerwanego kontinuum przemijania „wypiętrzone Teraz, stłoczone u kresu wszelkiej temporalności i zwrócone ku temu, co utracone” (s. 56). W tym sensie Celan jest być może najbardziej konsekwentnym „poetą utraty”, w jego wierszach zawieszona bowiem zostaje sama możliwość nazwania tego, co utracone, a tym, co mimo wszystko za sprawą poezji powraca, „nie jest imię tego, co utracone, lecz brak tego imienia: Celan robi w języku miejsce na brak imienia, jego samego jednak wskazać nie może” (s. 58). I na tym m.in. polega uczciwość i czystość jego przejmującej poetyckiej skargi.

Problem z poezją Celana polega więc na tym, co przekonująco pokazują zarówno Lipszyc, jak i Piszczatowski, że zwraca się ona przeciwko samej idei interpretacji jako lektury zmierzającej do odkrywania stabilnych znaczeń, odsłaniania tego, co zakryte, wydobywania na jaw sensów znajdujących się jakoby gdzieś głębiej, pod powierzchnią słów. Na kwestię tę zwracano już zresztą wielokrotnie uwagę. Philippe Lacoue-Labarthe pisał, że wiersze Celana „nieuchronnie uchylają się zabiegom interpretacyjnym, wzbraniają ich. Napisane są wręcz po to, by interpretacji zabraniać” (s. 23). Rzecz w tym jednak, by, nie ulegając pokusie hermeneutycznej przemocy ustanawiania znaczeń, nie korzyć się zarazem przed patetyczną ideą absolutnej hermetyczności i nieprzystępności tej poezji, która zwalnia czytelnika z obowiązku poszukiwania rozproszonych resztek sensu, ich cierpliwego zbierania i gromadzenia w poczuciu jednoczesnej niemożności i konieczności zrozumienia. Poezja Celana nie jest bowiem kolejną odmianą czystej sztuki, ezoterycznej szarady czy wyzbytej nadrzędnego sensu kombinatoryki abstrakcyjnych obrazów i pokruszonych słów. Posiada luki, pęknięcia i wyrwy, przez które nie prześwituje głębia ani ukryta prawda, lecz które są swoistą negatywną epifanią braku i nieobecności (w wymiarze dosłownym i symbolicznym). I takiej samej, odpowiadającej jej „negatywnej” hermeneutyki, wykluczającej możliwość zbudowania bezpiecznego dystansu i zajęcia wobec niej zewnętrznej pozycji, domaga się od interpretatora.

Obaj autorzy realizują ten postulat za pomocą rozmaitych strategii lektury. Lipszyc stara się uciec przed „przemocą interpretacji”, prowadząc świadomie swoje odczytania w stronę nieuchronnego hermeneutycznego impasu, oznaczającego klęskę rozumienia opartego na rekonstrukcji jakiejś hipotetycznej całości znaczeniowej. Odrzuca stanowczo możliwość takiej rekonstrukcji, dostrzegając w niej rodzaj niedopuszczalnej, także z etycznego punktu widzenia, uzurpacji. Widać to najlepiej w jego polemice z Gadamerowskim odczytaniem wiersza Tenebrae, proponującym taką formę „hermeneutycznego rozumienia, które pozwala pojąć z pozoru popękaną językową konstrukcję wiersza w jedności jego intencji i uchwycić [jego] przesłoniętą, ukrytą harmonię” (s. 93). Gadamer był przekonany, że w konfrontacji z ciemnym wierszem Celana „czytelnik ma obowiązek wytworzyć / odnaleźć ukrytą jedność semantyczną, głębszą niż jedność jawna, zrozumieć wiersz, a tym samym dołączyć do wspólnoty hermeneutycznej” (s. 103). Lipszyc wskazuje inne rozwiązanie. Kreśli różne, czasem wykluczające się, czasem suplementujące się wzajemnie scenariusze lektury, by ostatecznie zawiesić wybór między nimi lub „podjąć próbę uchwycenia dwóch odczytań w jednym” (s. 82), nie szukając jednak dla nich dialektycznego pojednania w jakiejkolwiek rozstrzygającej syntezie, lecz łącząc je w swoistym, niemożliwym do rozwikłania „aporetycznym splocie” (s. 73).

Uprawia swoistą hermeneutyczną archeologię, odsłaniając w serii błyskotliwych, erudycyjnych analiz w pozornie nieczytelnych, rwanych frazach Celana kolejne, nakładające się na siebie i przenikające się poziomy znaczeniowe, nie po to jednak, by dotrzeć do jakiejś ukrytej pod nimi prawdy, ale by dowieść nieistnienia źródłowego, scalającego znaczenia, przekonać siebie i nas, że jedyną prawdą wiersza jest rozdzierająca go na wskroś sprzeczność, niezabliźniona, otwarta rana, pęknięcie w racjonalnym porządku mowy, załamanie języka i dyfrakcja obrazu.

 

Wobec teologii 

Tym, co wyróżnia, a zarazem zbliża do siebie obie omawiane książki, jest kluczowa rola, jaką odgrywa w nich radykalna, nieortodoksyjnie rozumiana teologia, która obok historycznego doświadczenia Zagłady, a właściwie wraz z nim, stanowi, zarówno dla Lipszyca, jak i Piszczatowskiego, najważniejszy punkt odniesienia podczas lektury wierszy Celana. Teologia, zdaniem obu autorów, podzieliła bowiem los nowoczesnej epistemologii. Także ona przestała być, wbrew swej etymologii i historycznej tradycji, dziedziną poznania ugruntowaną na solidnych metafizycznych fundamentach. Oderwana od swoich dogmatycznych podstaw, pozbawiona autorytetu, stała się niezdolna do formułowania pozytywnych sądów na temat relacji między boskim, transcendentnym, sakralnym wymiarem świata a jego wymiarem ludzkim, doczesnym i materialnym. Celan, świadomy tego stanu rzeczy, wykorzystuje techniki i mechanizmy semantyczne właściwe dla teologii negatywnej, unikając przy tym traktowania ich jako mistycznego wehikułu przenoszącego ku jakiejś, choćby zaprzeczonej i niewypowiedzianej, formie transcendencji. Dzięki temu relacja wertykalna właściwa dla klasycznej teologii, która straciła już wiele ze swej dawnej siły oddziaływania, zostaje u niego zastąpiona relacją horyzontalną, zawiązywaną każdorazowo niejako od początku w budowanej w wierszu teologiczno-literackiej przestrzeni, w której, jak pisze Lipszyc, „odziedziczone formy kontaktu z transcendencją zostają zagubione, tradycyjne rozwiązania problemów ulatniają się, a pisarz czy poeta musi robić wszystko na własną rękę” (s. 16).

Lipszyc, znakomity znawca i komentator pism Waltera Benjamina, stara się zarysować swoistą, wywiedzioną po części z pomysłów autora Pasaży koncepcję „teologii literackich”, przemieszczonych ze sfery abstrakcyjnej spekulacji w przestrzeń literackiej praktyki, rozwijanych wprawdzie w oparciu o zniekształcone schematy myślenia teologicznego, lecz podważających i rozmontowujących wszelkie, także negatywne, ich fundamenty. Autor Czasu wiersza stara się w swoich interpretacjach pokazać Celana jako kogoś, kto przenicowuje także samą negatywność negatywnej tradycji teologicznej – zarówno kabalistycznej mistyki, jak i chrześcijańskiej apofatyki – wykluczając jakąkolwiek możliwość mówienia w perspektywie objawienia i zbawienia. Piszczatowski traktuje tę samą tradycję ze znacznie większym zaufaniem, czyniąc z niej najistotniejszy punkt odniesienia zarówno dla opisu poetyki Ceranowskiego wiersza, jak i dla rozbudowanych, solennych interpretacji poszczególnych utworów. Wychodzi z przekonania, że w przypadku wierszy autora Tenebrae „poetologiczna warstwa tekstu spoczywa na jego teologicznie ufundowanych filarach” (s. 242), dlatego też jego głównym sojusznikiem nie jest Benjamin, łączący w sposób dalece nieortodoksyjny teologię żydowską z materializmem dialektycznym, ale Gershom Scholem, przede wszystkim jako autor Mistycyzmu żydowskiego i jego głównych kierunków oraz esejów zebranych w tomie Kabała i jej symbolika.

Piszczatowski nie zapomina ani na chwilę, że natura relacji między rzeczywistością a językiem, zwłaszcza zaś językiem poetyckim, ma jednak charakter tropologiczny, tzn. jest nieuchronnie zapośredniczona i zadłużona w mechanizmach myślenia figuratywnego. I choć sam Celan w Południku zdecydowanie krytycznie odnosi się do tej tropologiczno-figuratywnej maszynerii, czyniącej z języka poetyckiego rodzaj odświętnej, wyróżnionej, a więc ostatecznie także skonwencjonalizowanej i nieautentycznej, mowy, nazywając wiersz „miejscem, gdzie wszelkie tropy i metafory pragną zostać doprowadzone ad absurdum” (tłum. A. Kopacki), to jednak w jakimś podstawowym sensie podlega przecież nadal „regułom gry obowiązującym w obrębie języka poezji” (s. 43), przeciwko którym się zwraca. Dlatego tytułowe apofazy mają w książce Piszczatowskiego w równym stopniu wymiar teologiczny, co poetologiczny, wskazując na swoiste dla twórczości poetyckiej autora Psalmu mechanizmy pracy języka. W tym przypadku, ze względu na przeświadczenie Celana o głębokiej i nieuleczalnej ontologicznej skazie zarówno rzeczywistości, jak i języka, te mechanizmy i figury, omawiane skrupulatnie przez Piszczatowskiego w pierwszym rozdziale książki, mają przeważnie charakter negatywny, nicują lub co najmniej problematyzują nie tylko samą referencyjną relację, ale także substancjalność obu jej członów.

Lipszyc i Piszczatowski korzystają zresztą chętnie z szerokiego repertuaru filologicznych narzędzi, wychodząc często od drobiazgowej, skrupulatnej analizy etymologicznej i leksykograficznej. Skupiają uwagę na wersyfikacyjnej budowie wiersza, zastosowanych w nim tropach i figurach poetyckich, analizują strukturę utworu zarówno w jego aspekcie wizualnym, jak i brzmieniowym, schodząc po stopniach mowy w jej najgłębsze i najbardziej pierwotne pokłady, niekiedy aż na poziom interpunkcji i pojedynczych głosek, i tam tropiąc wytrwale zalążki znaczeń lub też najbardziej elementarne, niepodzielne, na wskroś materialne cząstki wiersza.

Te osobliwe językowe resztki, okruchy i osady, odnajdywane na granicy rozpadu i zamilknięcia, ale także w tym, co niewypowiedziane, zagubione, utracone, lecz wciąż uparcie nawiedzające pamięć, nadają nazbyt gładkiej fakturze mowy materialną ziarnistość, wyznaczającą często także ostateczny punkt dojścia interpretacyjnych poczynań, w których język dociera do swego kresu, zaświadczając w ten sposób o niemożliwej do wypowiedzenia utracie, a jednocześnie ocalając przed zawłaszczeniem jednostkowość idiomu Celanowskiego wiersza.

 

Ocalające odwrócenie 

Jak twierdził cytowany przez Lipszyca w zakończeniu jego książki zaprzyjaźniony z autorem Fugi śmierci literaturoznawca Peter Szondi, Celan uważał, że poezja po Auschwitz jest możliwa, „ale tylko na gruncie czy bezgrunciu Zagłady” (s. 197). Oznacza to, jak się wydaje, że w świecie pozbawionym wszelkich metafizycznych podpórek i punktów oparcia także wiersz powinien mieć „pod stopami” przepaść, tzn. wyrzec się trwałego fundamentu języka, jaki zapewnia tradycja poetycka, poetyka i forma wiersza, wyznaczająca konwencje przedstawiania i gwarantująca przez to pewne aprioryczne minimum zrozumiałości i czytelności. „Kto chodzi na głowie, ten ma pod sobą niebo jako otchłań” – mówił Paul Celan w słynnym przemówieniu wygłoszonym z okazji otrzymania Nagrody im. Georga Buchnera (tłum. A. Kopacki). Ten osobliwy obraz zawiera w sobie kluczowe motywy Ceranowskiej poezji: radykalną inwersję porządku istnienia i towarzyszące mu poczucie bez gruntu, otchłani rozwierającej się pod stopami, pustki i nicości, która pojawia się w miejscu teologicznej wizji niebios wypełnionych transcendentną boską obecnością. Temu obrazowi dochowują także wierności w swoich interpretacjach autorzy obu omawianych książek, pokazując, że możliwe jest dzisiaj czytanie poza tradycyjnym repertuarem hermeneutycznych procedur, odwracające zwyczajowo przyjęty, przewidywalny porządek interpretacji, wyzwolone od metafizycznych zabezpieczeń i dopuszczające także możliwość ostatecznej apofizy w postaci faktycznej nicości czy nieobecności znaczenia.

 

_

Adam Lipszyc

Czas wiersza. Paul Celan i teologie literackie

Wydawnictwo Austeria, Kraków–Budapeszt 2015, s. 198

 

Paweł Piszczatowski

Znacze//nie wiersza. Apofazy Paula Celana

Instytut Badań Literackich PAN, Wydawnictwo IBL, Warszawa 2014, s. 404

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata