70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nowoczesność w obrazkach

1959. Kobieta w jesionce i apaszce otoczona pięciorgiem małych dzieci żali się, że jej życie jest „takie puste”. 1964. Skwaszona pańcia w palcie z futrzanym kołnierzem odpala smutasowi w karakułowej czapie, że wieczorem jest bardzo zajęta – chce odpocząć.

Autorka tych rysunków i dialogów Ha-Ga, czyli Anna Gosławska-Lipińska, satyryczka i graficzka, do niedawna była postacią zapomnianą. Kilka lat temu wydobyła ją z niebytu wystawa w Muzeum Karykatury, potem – portret w „Wysokich Obcasach”. Teraz nakładem Fundacji Bęc Zmiana ukazał się album z dużym wyborem jej żartów rysunkowych w latach 1945–1975 publikowanych w „Szpilkach”.

Należała do mistrzyń małych form użytkowych, jak Stefania Grodzieńska, Maja Berezowska, Mira Michałowska (Zientarowa), które w tej epoce tworzyły dla prasy, radia, telewizji, literatury popularnej, zyskały sympatię publiczności i materialną stabilizację. Przystępnie, inteligentnie i zabawnie komentowały powojenne przemiany obyczajowe, ich produkującą paradoksy nieciągłość i wieloznaczność.

HA_GA_SMALL

Rysunek z książki Ha Ha Ha-Ga. fot. Dzięki uprzejmości Zuzanny Lipińskiej

Ha-Ga wybrała konwencję małego dialogu małych ludzi – kobietek i facecików wrzuconych w zaskakującą międzyludzką relacyjkę. Przy pełnej profesjonalizacji karykatury obyczajowej łatwo o stereotypy, autorce przytrafiają się więc dowcipasy o teściowych i nieobecnych pięknych paniach. Jej kobiety zaniżają swój wiek, stroją się do śmieszności, nie rozumieją piłki nożnej. Ale większość obrazków to perełki humoru. Po ubraniach, fryzurach, wnętrzach od razu rozpoznajemy status społeczny bohaterów, przede wszystkim bohaterek. Paradują przed nami pretensjonalne mieszczki, nowoczesne elegantki, arystokratki i gosposie, inteligentki i hipiski. To perfekcyjnie grają swoje role, to z nich mimowolnie czy przekornie wychodzą.

Mężczyźni są albo pyszałkowatymi donżuanami, albo pantoflarzami. Kobiety wydają się bardziej skomplikowane. Ich wady wynikają z walki o swoje. Są kłótliwe i rozplotkowane, ale w kłótni i plotce budują relacje społeczne. To snobki, despotki i materialistki, ale naiwność kończy się podkówką ust i błędnym wzrokiem oszukanej. Nie rozumieją czy nie chcą rozumieć języka uczuć, który cynicznie ośmieszają. Częsty typ – bezwzględna i pewna siebie baba, nawet przyłapana przez męża z kochankiem, nie traci kontenansu. Awanse nieodpowiedniego kandydata odrzuca ripostą, że jest u niej „drugi po wszystko jedno kim”. Wybrankowi nie będzie wierna. Jak wyznaje przyjaciółce, zdarza jej się wtórnie romantyzować związek: „Gdy nie jestem z mężczyzną, którego kocham, to kocham mężczyznę, z którym jestem”.

Ulubionym chwytem Ha-Gi jest zderzenie dwóch stylów – konwencjonalnego, idealistycznego z bezpośrednim, pragmatycznym. Drugi ujawnia obłudę pierwszego: „Kocham panią nad życie i chciałbym, żeby wiedział o tym cały świat… z wyjątkiem mojej żony”. Język czasem kamufluje przemiany obyczajowe. Kiedy matka o wyglądzie Dulskiej karci córkę, widywaną z różnymi mężczyznami, ta broni się, sięgając po tradycyjne zaklęcie: „Przecież oni się ze mną ożenią!”. Ale zasadniczo nowoczesność przejawia się właśnie w języku, skoro plotka z 1963 r. głosi, że „Basi narzeczony” wyjechał do Zakopanego „z trzecią żoną pierwszego męża jego drugiej żony”.

Małżeństwo, stały temat żartów, to domena nudy, konfliktów, zdrady. Zawarte w chwili zauroczenia lub z wyrachowania, wciąż jest instytucją prestiżową (pani z siatką stan małżeński bardzo odpowiada, tylko do męża nie może przywyknąć). Jednak za fasadą kryje się amorficzny żywioł nowych obyczajów. Męska władza nad kobietami to już tylko żałosny pozór. Łysy wąsacz w spodniach na szelkach pod obrazem w ozdobnej ramie pyta swoją Niusieńkę (żonę? córkę?), kiedy wróci. „Kiedy będę chciała” – mówi ta oburzona „kontrolą”. Ekspatriarcha na to: „Ale proszę cię, nie później!”.

Często zderzają się dwa różne wzorce, dwie normy moralne. Luźna propozycja: „Pobierzmy się albo coś z tych rzeczy”, może powrócić echem jako rygorystyczne ultimatum: „Pobierzmy się albo nic z tych rzeczy”. Gdy monogamia jako wartość współwystępuje z wartością erotycznego doświadczenia, trudno ustalić modalności wypowiedzi koleżanki, która chwali się (czy skarży?), że całowała się tylko z mężem. Liberalizacja nie przebiega bez oporów – nudystka A.D. 1948 wstydzi się, że nie wstydzi się opalać nago. Swoboda obyczajowa zaś nie oznacza zaraz kompletnego permisywizmu. Doraźnie powstają nowe reguły: uczciwa kobieta nigdy nie zdradza męża z kochankiem przyjaciółki.

W relacjach o Ha-Dze powraca figura retoryczna często stosowana do PRL-u – rysowniczka nie miała podobno nic wspólnego z tamtą rzeczywistością. Jeśli wsłuchać się we współczesny przekaz, okaże się, że PRL był pełen takich fajnych postaci rzekomo do niego nienależących. Pracowali, współtworzyli dyskurs publiczny, poruszając wciąż aktualne tematy we wciąż inspirujący sposób. Może warto spojrzeć na zdeprecjonowaną epokę jako na wielogłos, np. w sprawie nowoczesności, emancypacji, przemian społecznych, których kontynuacja jest naszym udziałem. Ha-Ga to świetny pretekst do odwrócenia perspektywy. I prześwietna zabawa.

_

Anna Gosławska-Lipińska

Ha Ha Ha-Ga

Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2015, s. 200

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter