70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czujesz? Coś tu z nami jest

Uczucie obecności niewidocznego Gumbrecht utożsamia z dużymi pokładami nerwowości oraz brutalności, wydawałoby się, stabilnych i spokojnych lat powojennych.

W październiku 1945 r. w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Les Temps modernes” Jean Paul Sartre opublikował artykuł zatytułowany Koniec wojny. Rozważał w nim zjawisko, które z czasem wskazywać będą wszyscy opisujący powojenne nastroje: „Zdaje się, że ta wojna, znacznie straszliwsza niż poprzednia, zostawiła mniej złych wspomnień”. Inaczej niż w okresie po I wojnie światowej, która u wielu wywołała poczucie rozczarowania i katastrofy, po 1945 r. panowała atmosfera zadowolenia i nadziei. Sartre tłumaczył powojennego ducha powszechnością przeświadczenia, że właśnie zakończony konflikt nie był – tak jak poprzedni – pozbawiony sensu, gdyż służył pokonaniu okrutnego nazistowskiego reżimu. Ponadto pole walki od razu zajął nowy spór pomiędzy USA a ZSRR angażujący siły i emocje uczestników niedawnej wojny. Pozwalało to wszystkim zapomnieć o tym, czego nie zaczęli jeszcze na dobre pamiętać.

Sartre zauważył coś jeszcze. Dodał, że II wojna światowa nie pokazała jeszcze swojego „prawdziwego oblicza”. Ta obserwacja przyciągnęła uwagę amerykańskiego historyka literatury Hansa Ulricha Gumbrechta szukającego artykulacji nastroju powojnia. Tekst Sartre’a dołączył do zbioru przykładów składających się na książkę, w której Gumbrecht próbuje ująć współczesny sposób przeżywania czasu. Atmosferę po 1945 r. kształtowało jego zdaniem intensywne wrażenie, że nowa rzeczywistość zawierała w sobie coś ukrytego, czego obecność można wyczuć, ale pozostaje ono nieuchwytne.

W powojennych społeczeństwach Gumbrecht dostrzegł oddziaływanie przeczucia, że po wojnie pozostało im coś, co znajdywało się w stanie latencji. Oznacza to, że owo coś było nieuchwytne i nie dało się dotknąć, ale mimo to większość podzielała wrażenie, że ono istnieje. Nie potrafili określić, co uruchamiało to doznanie, a także gdzie się znajduje jego źródło. Skoro nie znali tożsamości latentnego, nie mieli gwarancji, że je rozpoznają, gdy się ujawni. Nie mieli też pewności, że to, co ukryte, kiedykolwiek się wyłoni ani że z czasem zostanie zapomniane. Gumbrecht niewidoczne utożsamia je z dużymi pokładami nerwowości i brutalności, wydawałoby się, stabilnych i spokojnych lat powojennych. Tłumaczy, że latentne oddziaływało na społeczeństwa cieleśnie, wywołując wrażenie dyskomfortu, którego nie potrafiono wyrazić słowami i opanować.

 

Pasażer na gapę

Powojenny niepokój był komponentem różnych praktyk kulturowych, lecz jeżeli poddawano go w nich obróbce, odbywało się to w sposób niekontrolowany. To, co latentne, uczestniczyło w nich, jak podpowiadał holenderski historyk Eelco Runia, jako pasażer na gapę, a więc niezależnie od intencji dzieła czy autora. Gumbrecht jego ślady ujawniał w toposach krążących w kulturze lat 40. i 50., te zaś znajdował m.in. w Czekając na Godota Samuela Becketta, filmach Rainera Wernera Fassbindera, pismach Heideggera, piosenkach Edith Piaf, badaniach Alfreda Kinseya, familijnych serialach i telewizyjnych teleturniejach.

Gumbrecht omówił trzy konfiguracje toposów powiązanych z latencją. Pierwsza łączy obawę o zamknięcie w przestrzeni bez wyjścia z dopełniającym ją lękiem o pozostawaniu na zewnątrz przestrzeni bez wejścia. Doświadczenie braku możliwości opuszczenia zajmowanego miejsca sprzęga się z wrażeniem niezdolności do zostawienia dawnego świata za sobą i wkroczenia w nowy. Z powodu tych blokad ludzie zastygają w oczekiwaniu na odejście przeszłości i nadejście przyszłości, sami zaś wydają się sobie pozbawieni dyspozycji do pokierowania swoim życiem.

Wyrazistym przykładem drugiego z układów jest formuła złej wiary wypracowana przez przywoływanego już Sartre’a. Opisuje ona tryb autorefleksyjnej negacji skierowanej przez świadomość na nią samą. Nie chodzi w niej o kłamstwo, gdyż kłamiąc, podmiot ufa, że zna prawdę, lecz decyduje się ją zataić przed innymi. Tutaj podmiot ukrywa prawdę przed samym sobą. Propozycja Sartre’a ilustruje konfrontację pragnienia przejrzystości świata i samego siebie ze świadomością, że jest ona niemożliwa. Innym przykładem powojennej potrzeby wiedzy były procesy norymberskie, przy czym społeczną uwagę przykuwały w ich przypadku procedury i urządzenia do wydobywania prawdy. Po ich zakończeniu codzienny udział w praktykach osiągania przejrzystości, takich jak przesłuchanie, zapewniały telewizyjne teleturnieje. Uczestnictwo w tych praktykach łączono z przekonaniem, że Sartre’owska zła wiara to chwilowy problem, który zostanie przezwyciężony. Świat żył we złej wierze, że może istnieć bez złej wiary. Zła wiara była też sposobem odnoszenia się do tego, co latentne, wiążąc w sobie poczucie konieczności ujawnienia ukrytego z intuicją (przeżywaną niekiedy z ulgą), że nigdy to nie nastąpi.

Wreszcie trzecia konfiguracja artykułowała przeżywanie braku spełnienia oczekiwań, jakie żywiono wobec teraźniejszości, gdy była jeszcze przyszłością. Prognozowana i wysoce pożądana rzeczywistość nie nadeszła, co wywołało dezorientację i niepokój. Wrażenie podążania społeczeństw zachodnich we właściwym kierunku przygasało, horyzont dalszych zmian rozmywał się i życie ludzi traciło wiele ze swej dawnej intensywności. Zarazem obserwacja, że działo się wiele, ale inaczej niż się spodziewano, rodziła obawy, co przyniesie jutro.

 

Nowy chronotop

Po próbach odtworzenia nastroju pierwszej dekady powojnia gumbrecht przechodzi do następnego kroku, którym jest identyfikacja wyłaniającego się z tego okresu naszego aktualnego odczuwania i rozumienia czasu. W jego relacji czas od połowy lat 50. upłynął nam na powracających chwilach złudzenia, że ujawniało się to, co latentne, przeplatanych poczuciem, że to jeszcze nie to. Oczekiwano, że wydarzenia, takie jak interwencja na Węgrzech w 1956 r., proces Eichmanna, ruch praw obywatelskich, maj 1968 r., gest Willy’ego Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta, rozstrzygną przeczuwane napięcia i świat będzie mógł pójść naprzód. Ale zamiast tego uzupełniały rozszerzającą się teraźniejszość, ponad którą nie udawało się wznieść. Najbardziej charakterystyczne dla tego okresu było rosnące poczucie frustracji i niecierpliwości spowodowane niedostatkiem możliwych rozwiązań. Z doświadczeń tych, jak objaśnia Gumbrecht, wyłania się nowy chronotop, czyli artykułowana w praktykach kulturowych rzeczywistość o określonej logice zmiany, ograniczonym zestawie typów wydarzeń, działań i ich aktorów. W nim sprawczość, pewność i postęp ustępują miejsca przeświadczeniu o bezsilności, wątpieniu i bezcelowości oraz przekonaniu, że to, co tak długo było latentne, już się raczej nie objawi. Przyszłość nie stanowi bynajmniej obszaru, który należy podbić, ale ruch idący ku nam, w którym ziszczają się nadzieje i obawy.

Ważny komponent pracy tworzą autobiograficzne wypowiedzi Gumbrechta. Służą otwarciu książki, a następnie dominują w jej drugiej części, w której opis pojawienia się nowego chronotopu łączy się z opowieścią o karierze akademickiej i życiu rodzinnym autora. Zabieg ten można rozumieć m.in. jako wyeksponowanie pozycji, z której ujmowana jest kultura powojnia. Jest to perspektywa profesora Uniwersytetu Stanforda, który wychował się w RFN w rodzinie z wyższej klasy średniej i kształcił na sławnych niemieckich uczelniach. W szybko globalizującym się świecie po 1945 r. wiele lęków i pragnień przekraczało żelazną kurtynę, podziały klasowe i granice obiegów kulturowych, więc wskazane przez Gumbrechta toposy obecności tego, co ukryte, to miejsca wspólne dla licznych potencjalnych czytelników książki. Wielu z nich będzie mieć jednak poczucie, że nawiedzająca ich przeszłość uchwycona została raczej w bardziej zlokalizowanych ujęciach Grzegorza Niziołka w Polskim teatrze Zagłady, Andrzeja Ledera Prześnionej rewolucji czy Duchologii polskiej Olgi Drendy.

_

Hans Ulrich Gumbrecht

Po roku 1945. Latencja jako źródło współczesności

tłum. Aleksandra Paszkowska

Krytyka Polityczna, Warszawa 2015, s. 285

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata