70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rycerz na przedmurzu

Potop to moim zdaniem główna przyczyna kariery figury Polaka-katolika. Kolejna to popularność mitu Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Nie bez znaczenia był również fakt, że Polska przez całe XVII stulecie nie toczyła walk z katolickimi przeciwnikami.

Kiedy Polak-katolik pojawił się w kulturze polskiej i kiedy w niej okrzepł?

Gdybyśmy postawili pytanie, co w różnych stuleciach znaczyło „być Polakiem”, odpowiedź wypadałaby zależnie od epoki. Do połowy XVI w. uważano, że Polacy to wszyscy ludzie mówiący po polsku, zamieszkali na wspólnym terytorium i podlegli temu samemu władcy. Tak rozumiał naród polski Jan Długosz. Później wyłania się kategoria narodu szlacheckiego. Jego członków nie określa tylko język, terytorium i podleganie temu samemu władcy, ale też wspólnota przywilejów stanowych. W XVII w. doszło do tego kryterium wyznaniowe. Polak musiał być katolikiem.

Co się stało w XVII w.?

Sądzę, że nie doceniamy potopu szwedzkiego. Właśnie po potopie, w połowie XVII stulecia, pojawia się i zaczyna powoli umacniać figura Polaka- -katolika. Dlaczego wówczas? Wydarzenie to było wstrząsem dla społeczeństwa polskiego, bo prawie całe terytorium kraju zostało wówczas zajęte przez wrogów. Niewielka Szwecja zdołała pobić Rzeczpospolitą, która w mniemaniu swoich obywateli uchodziła za potęgę. Winnych dotkliwej porażki znaleziono już w czasie trwania wojny. Skoro Szwedzi to luteranie, to każdy „luter”, a właściwie każdy innowierca, to zdrajca. Liczne grupy partyzantki antyszwedzkiej najeżdżały na dwory szlachty kalwińskiej i ariańskiej. U boku armii szwedzkiej w kolejnych fazach konfliktu walczyły różne polskie oddziały wojskowe i grupy pospolitego ruszenia zarówno katolickie, jak i innowiercze. Po wojnie katolicy szybko przebaczyli sobie popełniane zdrady, kalwinom czy arianom nigdy. W 1658 r. wygnano braci polskich, a 10 lat później zakazano konwersji na inne wyznanie niż katolickie.

Potop to moim zdaniem główna przyczyna kariery figury Polaka-katolika. Kolejna to popularność mitu Polski jako przedmurza chrześcijaństwa. Nie bez znaczenia był również fakt, że Polska przez całe XVII stulecie nie toczyła walk z katolickimi przeciwnikami. Regułę tę potwierdza katolicka monarchia habsburska – jedyne państwo, z którym Polska wtedy współpracowała.

Polak-katolik, jak Pan wspomniał, to m.in. obrońca chrześcijańskiej Europy. Jakie były losy idei Polski jako chrześcijańskiego antemurale?

W XVII w. przedmurze chrześcijaństwa, na którego straży stał Polak, wyznaczało nasze miejsce w Europie.Wyobrażano sobie bowiem, że każdy naród w Europie ma swoje zajęcie: Holendrzy zajmują się handlem i żeglugą, Francuzi i Włosi nauką i kulturą itd. Natomiast miejsce Polski jest miejscem rycerza.

Z czasem do tytułu przedmurza zaczynają pretendować inne kraje, takie jak Wenecja, Hiszpania, Węgry. Do idei przedmurza nawiążą również rosyjscy historycy, przywołując bitwę nad Kałką, w której wojska ruskie poniosły klęskę przy próbie obrony Europy przed mongolską nawałą.

Mit przedmurza w XIX w. służył dwóm celom. Po pierwsze, podczas zaborów był rodzajem weksla, którym Polacy wymachiwali przed Europejczykami: „Myśmy wam tylokrotnie w przeszłości przychodzili z pomocą, teraz jest pora, żebyście wy przyszli nam pomóc odzyskać niepodległość”. Po drugie, rycerską rolą tłumaczono w Europie problem zacofania cywilizacyjnego Polski. Pisarze Wielkiej Emigracji wyjaśniali, że Polacy nie mogli rozwijać nauki, sztuki, rolnictwa ani przemysłu, gdyż cały czas zajęci byli walką w obronie chrześcijaństwa.

Poświęciłem temu zagadnieniu książkę Polska przedmurzem Europy. Piszę w niej, że gdyby nie rozbiory, to idea przedmurza zniknęłaby w lamusie mitów historycznych, którymi zajmują się tylko zawodowi badacze przeszłości. Rozbiory budziły potrzebę przywoływania mitu antemurale, który patriotom dawał poczucie dumy z chwalebnej przeszłości, wierzącym zaś pozwalał mieć nadzieję, że Bóg nie opuści obrońców chrześcijaństwa.

Trzeba jednak zaznaczyć, że przedmurze broniło nie tylko katolickiej Europy, ale całego chrześcijaństwa. Rycerzem był tu nie tyle Polak-katolik, ile Polak-chrześcijanin.

Czy idea antemurale zanikła w momencie odzyskania niepodległości i ustanowienia nowoczesnego państwa polskiego?

Mit przedmurza wykazuje wyjątkową odporność na przemiany czasu. Wraca w czasie wojny polsko- -radzieckiej w latach 1919–1921, gdy mówi się o Polsce broniącej Europy przed antyreligijnymi bolszewikami. Później na nowo rozkwita w dyskusjach małej emigracji 1939–1945. Rząd londyński np. zleca historykowi Olgierdowi Górce wydanie książki o Polsce jako przedmurzu Europy. W swojej pracy pisze więc, że Polacy, znowu walcząc z Niemcami, w tym uczestnicząc w bitwie o Anglię, spełniają funkcję obrońców antemurale, w które tenże sam Górka powątpiewał w okresie międzywojennym.

Idea przedmurza ma swoją kontynuację w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Parokrotnie przypomina o niej Jan Paweł II i przywołują ją także związane z Kościołem grupy opozycyjne. Wraca także po transformacji 1989 r., gdy bardzo chętnie używają jej środowiska konserwatywne.

Idea przedmurza miała jednak swoich przeciwników.

Mit przedmurza nie został zakwestionowany w XVII w. Zaczęto go krytykować, podobnie jak figurę Polaka-katolika, w kolejnym stuleciu, w okresie oświecenia. Ubolewano, że wszystkie narody Europy żyją już w XVIII w., a Polacy cywilizacyjne nadal pozostają w średniowiecznym barbarzyństwie. Winę za ten stan rzeczy zrzucano na naiwne przywiązanie do idei przedmurza i trwonienie energii narodu na niepotrzebne wojny. Stanisław Staszic wyśmiewał Polaka-katolika, pytając, kto pomógł Polsce, gdy znalazła się w potrzebie, i odpowiadał, że pomocną dłoń wyciągnęło to mocarstwo, z którym w imię obrony przedmurza walczyła. Wsparło ją imperium osmańskie, a kraje katolickie nie tylko nie pomogły, ale najbliższy z nich – monarchia habsburska – wziął udział w rozbiorach.

Ten sam Staszic w epoce wojen napoleońskich pisze apologię cesarza Francuzów. Mowa w niej o wsparciu, jakiego udzieli on polskiemu przedmurzu i wspólnej walce z Rosją, która jest opisywana jako kraj azjatycki, a zatem wrogi Polsce i Europie ze względu na odmienność cywilizacyjną.

Wróćmy do Polaka-katolika. Czy można wskazać autora tej formuły?

Badania nie pozwalają stwierdzić, kiedy dokładnie pojawiła się formuła Polaka-katolika i kto jest jej autorem. To jednak pisarze kontrreformacyjni, wykorzystując klęskę potopu i ideę przedmurza, starali się upowszechnić pogląd, że każdy „Sarmata” jest katolikiem, a przyjęcie innego wyznania oznacza narodowe odstępstwo. Trzeba tutaj przypomnieć, że Polakiem-katolikiem mógł być wówczas tylko szlachcic. Innymi słowy, istniał trzeci człon formuły: Polak-szlachcic-katolik.

Sarmata staje się Polakiem-katolikiem w drugiej połowie XVII w.?

Tak. Określenie „Sarmata” nawiązuje do poglądu o pochodzeniu szlachty polskiej od starożytnego ludu Sarmatów, którzy przybyli nad Wisłę, podbili miejscową ludność i ustanowili nad nią swoją władzę. Zdobywał on popularność od końca XVI w. Do bycia Sarmatą mógł aspirować każdy szlachcic, a wówczas jeszcze wielu z nich było innowiercami. Istnieli więc kalwińscy i prawosławni Sarmaci. Sytuacja zmienia się po potopie szwedzkim.

Katolicyzm był religią międzystanową, a Kościół miejscem, w którym wyższe klasy spotykały się z niższymi. Czy wspólna religia wpływała na relację między szlachtą a chłopami?

Nie. Znamy liczne świadectwa wystąpień w obronie chłopów ze strony duchowieństwa katolickiego powołujące się na wspólnotę wyznania. Piotr Skarga w swoich słynnych Kazaniach sejmowych wzywał szlachtę, aby nie czyniła niewolnikami ludzi, którzy są takiego samego wyznania co i oni. Przekonywał, że chłopi też są przecież katolikami, ich współbraćmi w wierze. Kolejne wypowiedzi kleru sugerują jednak, że apele nie przyniosły skutku.

Zajmowałem się kiedyś kultem św. Izydora, patrona chłopów. Przywędrował on do Polski zaraz po kanonizacji w 1622 r. Nauki Kościoła związane ze świętym głosiły wartość pracy na roli, jednocześnie jednak uzasadniały podporządkowanie chłopa panu i brutalny wyzysk pańszczyźniany. Stwierdzały np., że jeżeli chłopi źle odrabiają pańszczyznę, to można ich karać cieleśnie. Innymi słowy, katolicyzm nie służył za międzystanowe spoiwo społeczeństwa polskiego.

W okresie staropolskim można mówić o silnym antagonizmie między stanem szlacheckim i duchownym. Czy Polak-katolik mógł być antyklerykałem?

Tak. Polski szlachcic mógł się uważać za gorąco wierzącego katolika i żywić niechęć do kleru. Tak się składa, że zajmowałem się antyklerykalizmem polskiej szlachty i muszę powiedzieć, że dysponujemy wieloma źródłami mówiącymi o konflikcie dwóch stanów. Wrogość szlachty dotyczyła spraw majątkowych i sądownictwa kościelnego. Oskarżano Kościół o nadmierną chciwość: wysokie opłaty za usługi kościelne oraz wymuszanie fundacji kościołów i klasztorów. Szlachta nie chciała również podlegać sądom kościelnym. Jeden złośliwy przedstawiciel dyplomacji papieskiej napisał w XVI w., że jeżeli chodzi o dogmaty dotyczące Chrystusa i Trójcy Świętej, to prawie wszyscy są katolikami, ale gdy przychodzi do płacenia dziesięcin, to okazuje się, że jest ich niewielu.

Przytoczę jeden ciekawy spór. Podczas potopu szwedzkiego szlachta oddawała swoje ruchomości na przechowanie klasztorom, które wówczas w dużej części mieściły się w warownych budowlach. Po wojnie jednak nie wszystkie klasztory chciały zwracać strzeżone dobra. Między innymi procesowano się z paulinami ze sławnej Jasnej Góry o niezwrócone dobra. Spór sądowy ciągnął się aż do początku XIX w. Jeszcze w roku 1824 prowadził go Wojciech Męciński; o zaciekłym pieniaczu mawiano niemal przez dwa stulecia: „Procesuje się jak Męciński z Matką Boską”.

Pojawienie się figury Polaka-katolika w połowie XVII w. zbiega się w czasie z końcem epoki tolerancji religijnej w I Rzeczypospolitej. Polska przestaje być państwem bez stosów.

Tolerancja religijna w Polsce zmniejszała się stopniowo, ale nie znikła całkowicie. Owszem, przy silnym poparciu szlachty wygnano arian, zakazano apostazji, w XVIII w. odebrano innowiercom możliwość bycia posłami i ograniczono dostęp do urzędów. Zarazem jednak w miastach Prus Królewskich zachowano swobodę wyznania luterańskiego i kalwińskiego. Nasilała się również imigracja innowierczej ludności niemieckiej do Wielkopolski, która otrzymywała wszelkie swobody wyznaniowe.

Należy ponadto porównać stan rzeczy w Polsce i w innych krajach. Istnieją wielotomowe księgi życiorysów męczenników protestanckich wydawane przez hugenotów we Francji i Holandii do dziś. Te grube tomy z listami ofiar prześladowań religijnych nie zawierają żadnych wzmianek o protestantach skrzywdzonych w Rzeczypospolitej. Nie jest zatem tak, że od połowy XVII w., po pojawieniu się figury Polaka-katolika, Rzeczpospolita staje się państwem stosów.

Czy Polak-katolik uważał się za Europejczyka?

Polak-katolik nie myślał o sobie w odniesieniu do Europy. Sama Europa też go nie interesowała. Była mu obojętna do tego stopnia, że gdy pojawiały się europejskie pamflety na Polskę, to odpowiadano na nie po kilkunastu latach.

Polacy byli z siebie bardzo dumni. W pewnym sensie nie dziwię im się. Skoro, jak uważali, szlachta była najlepszym ze stanów, żyła w ustroju politycznym, któremu nie dorównywał żaden inny, skoro wreszcie rządziła Rzeczpospolitą, której nikt nie dorównuje, a Polska leży w Europie, której żaden inny kontynent nie dorównuje, to czyż szlachta polska nie jest więc na szczycie szczytów i czy nie ma powodu być megalomańska.

Polak-katolik identyfikował się z Europą jako centrum cywilizacji chrześcijańskiej, którego należy bronić. Ale XVII- -wieczny szlachcic miał przed oczyma inną mapę Europy niż ta, którą posługujemy się współcześnie. Mianowicie Polska leżała gdzieś między Francją a Włochami. Do tych krajów podróżowano i do nich się odwoływano, a tym, co się dzieje w innych częściach kontynentu, nie bardzo się interesowano.

Na ile figura Polaka-katolika była związana z ideami demokracji szlacheckiej?

W niewielkim stopniu. Demokracja szlachecka uznawała preponderancję szlachty bez względu na pochodzenie narodowe. W XVI w. zaś reformacja była narzędziem walki politycznej szlachty. Wiara protestancka i postulaty tolerancji religijnej jednoczyły ją przeciw władzy królewskiej, magnaterii i duchowieństwu. Gdy w XVII w. zwycięża kontrreformacja, jej rzecznicy podkreślają, że prześladowania różnowierczej szlachty nie naruszą ogólnych wolności stanu.

Jak potoczyły się dalsze dzieje figury Polaka-katolika?

W XVIII w. oświeceniowi pisarze odnosili się do niej bardzo krytycznie. Byli antyklerykalni, ukuli hasło „bałwany sarmatyzmu” i bardzo stanowczo stawiali sprawę tolerancji wyznaniowej.

W czasie zaborów idea Polaka-katolika nabiera szczególnego znaczenia. Dwóch zaborców było innej wiary: Prusy są protestanckie, Rosja prawosławna. Napięcie pomiędzy polskim społeczeństwem a rządami obydwu państw nasila się w drugiej połowie XIX w. z powodu kulturkampfu na zachodzie i bezkompromisowej walki, którą carska władza i Cerkiew prawosławna wydały zwolennikom obrządku grekokatolickiego. Walka w obronie wiary staje się walką w obronie polskości. Uderzenie władz jednocześnie w polskość i katolicyzm wzmocniło siłę i atrakcyjność idei Polaka-katolika.

W XIX w. proces demokratyzacji i stopniowego angażowania politycznego kolejnych grup społecznych musiały rozbić triadę Polak-szlachcic-katolik.

Istotnie, w XIX stuleciu zmienia się pojęcie składu narodu. W XVII w., jak już wspomnieliśmy, obejmowało tylko szlachtę i dopiero oświecenie proponuje włączyć chłopów w obręb narodu. Proces unarodowienia chłopów przebiega jednak powoli i w XIX w. wielokrotnie staną oni po przeciwnej stronie barykady niż walcząca o niepodległość szlachta. W czasie rabacji będą po stronie katolickiego cesarza austriackiego, a gdy wybuchnie powstanie styczniowe przeciw prawosławnemu imperium, nie dołączą do niego. Jeszcze na początku XX w. nie będą chcieli iść do Legionów, „bo to pańskie wojsko”. Chłopi więc do czasów II RP uważali się w większości za katolików, ale nie za Polaków.

W zeszłym stuleciu pojawia się też nowoczesny nacjonalizm, a w koncepcji Romana Dmowskiego polskość jest areligijna.

Dmowski jednak z czasem zmienia poglądy. Początkowo w jego programie politycznym religia katolicka nie odgrywa większej roli. Dopiero w późnych latach 20. dochodzi do zasadniczego zwrotu. W książce Kościół, naród, państwo (1927) Dmowski utożsamia katolicyzm z polskością. Wcześniej takiej identyfikacji dokonują środowiska chadecji. Należy też wspomnieć o adresowanym do narodowo zorientowanych robotników dzienniku „Polak-Katolik”, który ukazywał się w latach 1906–1939.

Czy Polak-katolik odgrywał też ważną rolę w PRL-u?

Tak, i był użyteczny dla wielu sił. Z jednej strony, rzecznikiem idei był kard. Wyszyński, który stawiał na katolicyzm ludowy. Przywołują ją także prawicowe grupy opozycyjne. Z drugiej jednak, pojawia się ona w wypowiedziach niektórych frakcji obozu władzy. Nie bez przyczyny Czesław Miłosz pisał: „Jest ONR-u spadkobiercą Partia”. Wraca także po transformacji 1989 r., gdy bardzo chętnie używają jej środowiska konserwatywne.

Widzimy zatem, że Polak-katolik bywał nośnym sposobem rozumienia siebie i własnej wspólnoty przez Polaków w czasie poważnych kryzysów. Napisałem kiedyś artykuł, który był dyskutowany w kołach katolickich, pt. Trzeciej szansy może nie być. Pierwsza szansa nastąpiła w czasie zaborów, gdy trafiliśmy pod berło niekatolickich monarchów (z wyjątkiem monarchii habsburskiej). Później po procesie stopniowej laicyzacji w okresie międzywojennym nastała PRL, gdy opór wobec władzy wiązał się ze złagodzeniem antyklerykalizmu. Kościół utożsamiany był z polskością, a ambonę traktowano jako jedyne miejsce, z którego można było, o tyle o ile, głosić nieprawomyślne poglądy. I to była druga szansa. Trzeciej szansy Kościół może już nie mieć, a tymczasem roztrwania zaufanie społeczeństwa uzyskane w okresie wspólnej walki z władzami PRL-u.

Dlaczego Polacy tracą zaufanie do Kościoła?

Można oczywiście powiedzieć, że podobne zjawisko występuje także w krajach, które Watykan stawiał ongiś za wzór innym państwom katolickim, a więc takich jak Irlandia czy Hiszpania. Będzie to jedynie część prawdy. Moim zdaniem główna wina leży po stronie hierarchii kościelnej, i to na najwyższych szczeblach. Po II wojnie światowej długo łudzono się, że Watykan przystąpi do gruntownej reformy Kościoła. Tymczasem po papieżu Janie XXIII, który ją naprawdę zapoczątkował, przyszedł ciąg papieży na ogół dość dalekich od zrozumienia, że nowy świat wymaga nowych metod zarządzania. Kiedy po śmierci najwybitniejszych z nich przyjrzano się sakrom biskupim, jakie porozdawali, okazało się, że zdobią one czoła ludzi wiernych, lecz przestrzegających zasady „mierny, ale posłuszny”. Nie tylko w Kościele, ale w każdym chyba systemie władzy po śmierci dyktatora okazywało się, że czyścił on swoje najbliższe otoczenie z co wybitniejszych jednostek.

W polskim Kościele dominuje przekonanie, że stanowi on nadal oblężoną twierdzę, w której sprawy wewnętrzne nikt nie ma prawa ingerować. W wielu parafiach czy nawet diecezjach nie dopuszcza się świeckich w jakiejkolwiek formie do decydowania o „wspólnocie wiernych”. Oskarżanych o pedofilię przenosi się po prostu na inne parafie, w budżety parafii tamtejsze rady nie mają na ogół wglądu, każda krytyka postępowania tego czy innego hierarchy bywa dość często traktowana jako atak na zasady wiary. Publiczną tajemnicą są różnice przekonań, i to wśród samych biskupów. Jeśli sięgniemy po prasę mieniącą się katolicką, to z tej lektury odniesiemy wrażenie, iż reprezentuje ona dwa różne Kościoły. Bo cóż wspólnego ma taki „Tygodnik Powszechny” czy „Znak” z „Rycerzem Niepokalanej”? Do rozłamu w Kościele prawdopodobnie nie dojdzie, choć tolerowanie wypowiedzi i radia ks. Rydzyka budzi podejrzenie, że podobnie zaczynał niejaki Luter, niesłusznie przez Watykan zlekceważony. Słowem, do rozłamu nie dojdzie, ale do wyludniania kościołów na pewno. Ludzie chcą słyszeć z ambon o sprawach naprawdę ważnych, a tymczasem rzuca się im do obgryzienia kolejne „kości”. Kiedyś księża przestrzegali chłopów przed masonami, którzy czyhają na ich dusze, później PZPR robotników przed „syjonistami”, dziś straszy się „genderyzmem”. A iluż słuchaczy i wtedy, i dziś rozumiało te pojęcia? Mój złośliwy znajomy twierdzi, iż w przeddzień sławnych wyborów z roku 1989 Biuro Polityczne PZPR miało równie słabe pojęcie o nastrojach mas jak dziś Konferencja Episkopatu o postawie przeciętnych katolików.

Dlaczego figura Polaka-katolika jest współcześnie atrakcyjna dla wielu ludzi?

Łączenie wyznania z przynależnością etniczną bywało ongiś w Europie dość częste. Jako przykład może tu służyć Niemiec-„luter” (lub luteranin), Turek-bisurmanin czy Włoch- i Hiszpan-katolik. Na ogół przeszły już one do lamusa narodowo-wyznaniowych stereotypów i bywają rzadko używane. Już jednak Jerzy Jedlicki zwrócił był uwagę na aktualną nadal i często u nas używaną zbitkę pojęciową: matka Polka. Zrodził ją romantyzm (vide słynny wiersz Mickiewicza). Jedlicki dalej pisał, że na zachodzie naszego kontynentu nikomu nie przychodzi do głowy pisanie o matce Francuzce, Belgijce czy Włoszce.

Tymczasem u nas przez dwa minione stulecia mamy do czynienia ze stale rosnącym renesansem pojęcia Polaka-katolika, które z takim upodobaniem lansuje zwłaszcza katolicka prawica. Nowej aktualności nadały mu najpierw rozbiory, a następnie lata Polski Ludowej. Wówczas to kolejne generacje Polaków żyły w ciągłym poczuciu zagrożenia zarówno wiary, jak i języka, jakie istnieje ze strony okupantów czy najbliższych sąsiadów, a wyraża się w możliwości powtórzenia rozbiorów. Byliśmy tym straszeni (aluzyjnie!) zarówno przez propagandę komunistyczną, jak i Kościół, który jedyny ratunek upatrywał w mnożeniu zastępów Polaków-katolików. Jak wiadomo, każda wspólnota etniczna jest cementowana wiarą w istnienie potężnego wroga, co Polaków musi napełniać szczególną satysfakcją. Jaką że potęgą są, skoro tak wiele czynników spiskuje na ich zgubę! Obecna V kolumna stara się ponoć wykupić polskie ziemie, opanowała lwią część prasy, radia i telewizji itd. Niezbędna jest więc antyzagrożeniowa postawa i stałe czuwanie na szańcach wiary i narodowości. Polak-katolik to rodząca ksenofobię klisza, która niemalże w całości przeszła na usługi propagandy politycznej.

.

JANUSZ TAZBIR – historyk, badacz kultury i ruchów religijnych w Polsce XVI i XVII w, emerytowany prof. Instytutu Historii im. T. Manteuffla PAN. Autor m.in. Państwo bez stosów (1967), Świat panów Pasków (1986), Polska przedmurzem Europy (2004)

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter