70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dzienniki dziewczyny, która będzie Osiecką

Dziennik „Bożeny Ostoi” (tak podpisywała się wówczas 12-letnia Agnieszka Osiecka) na dobre rozpoczyna się 18 maja 1949 r.; mamy już zatem socrealizm – i dojrzewającą dziewczynę z inteligenckiego domu, interesującą się sportem. To bardzo intymne zapiski dojrzewającej nastolatki, przywodzące trochę na myśl postać Młodziakówny z Ferdydurke.

Pierwszy tom dzienników Agnieszki Osieckiej to dopiero przedsmak tego, czego możemy się spodziewać. Osiecka, której sugestywna legenda trwa do dzisiaj, nie jest postacią „historyczną” w sensie, jaki zazwyczaj nadajemy temu określeniu: nie wypowiadała wojen, nie sprawowała funkcji politycznych (poza działalnością „agitacyjno-propagandową” i sekretarzowaniem w kole ZMP, skąd została wyrzucona za niepoważną postawę po śmierci Stalina). Tworzyła jednak historię – i to nie tylko w tym sensie, w jakim tworzy ją każdy człowiek swoimi życiem, czyli „małą historią” (na podobieństwo „małej ojczyzny”). Osiecka wpłynęła zarówno na to, jak odbierano rzeczywistość w czasach PRL, jak też i na to, jak patrzymy na tamte lata z dzisiejszej perspektywy. Niejednokrotnie postrzegamy czas Polski Ludowej przez pryzmat jej Okularników. Piosenki Osieckiej, których napisała podobno 2 tys. (czy to prawda?…), mają niepowtarzalny klimat. Można w nich odnaleźć empatyczną wizję ludzi mieszkających w konkretnym miejscu i czasie, wiernych tradycji i pewnym zobowiązaniom: klasycznej polskiej inteligencji. To o ich problemach mówią Okularnicy („Potem wiążą koniec z końcem / za te polskie dwa tysiące”).

Źródło do dziejów PRL

Ale Osiecka to przecież także autorka Zielono mi do muzyki Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Małgośki i Sing Sing śpiewanych przez Marylę Rodowicz czy… Ballady o pancernych (piosenki tytułowej z serialu Czterej pancerni i pies, często, np. w latach 80., wykorzystywanego propagandowo). Sama także była postacią nie pasującą do szablonu, wymykającą się jakimkolwiek przyporządkowaniom. Była blisko związana z Markiem Hłaską, później z Jeremim Przyborą, z Danielem Passentem, jednak nazwanie jej „kobiecym Don Juanem Polski Ludowej” byłoby krzywdzące, ukazywałoby tylko jeden wymiar biografii, w dodatku nie w pełni. Niewątpliwie była niezwykła – zafascynowała nawet Jerzego Giedroycia, redaktora paryskiej „Kultury”. Pierwszy tom dzienników Osieckiej zapowiada niesamowite źródło do dziejów PRL – nie w sensie nowej wiedzy o faktach politycznych i decyzjach z najwyższych szczebli, ale dzięki temu, że mamy szansę przyjrzeć się czemuś może istotniejszemu: codziennemu życiu niektórych środowisk warszawskiej inteligencji. To dosyć specyficzna warstwa – w pewnym sensie uprzywilejowana. Mimo wszystko łatwiej było żyć w PRL inteligentowi w Warszawie niż w małym miasteczku czy nawet mieście wojewódzkim (przypomnijmy sobie teksty z „Po Prostu” o klubie inteligencji z Brzozowa czy problemy wydawnicze pisma kulturalnego „Kamena” reprezentującego tzw. ścianę wschodnią). Inteligencja warszawska miała bliżej do centrum, także do centrum władzy. Chodzi tu nie tyle o realny wpływ, ile o związki towarzysko- -środowiskowe; Warszawa Polski Ludowej była małym miastem, informacje – często zniekształcone do niesprawdzalnych plotek – krążyły w dość ograniczonym gronie, co w przypadku szczególnie burzliwych historii może przypominać parę buzującą pod przykrywką kotła. Kto mógł mieć lepszy dostęp do informacji niż Osiecka, prowadząca bardzo bogate życie towarzyskie?… Przypomnijmy sobie dziennik Tyrmanda z roku 1954. Co o Warszawie tych lat pisze Osiecka?

Właśnie pokazanie ówczesnego obiegu informacji, wzajemnych relacji, które miały ze sobą elita władzy i środowisko dziennikarsko-artystyczne (czasem będące przedłużeniem elity, czyli tzw. warszawką, często też jednak na uboczu czy wręcz opozycyjne – bywało zresztą, że postawy tych samych osób w różnych okresach PRL ulegały zmianie), to wielka obietnica, jaka wiąże się z wydaniem tych dzienników. Za decyzję o ich publikacji trzeba być wdzięcznym zarówno spadkobierczyni, Agacie Passent (tym bardziej że zgodziła się na ich integralne – pozbawione opuszczeń – wydanie), jak też edytorce Karolinie Felberg oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.

„W cieniu zakwitających dziewcząt”

Na realizację tej obietnicy musimy jednak jeszcze poczekać – ponieważ tom pierwszy obejmuje wcześniejszy okres, lata 1945–1950, w zasadzie zaś połowę roku 1949 i cały 1950 (partie dziennika z roku 1950 są mniej więcej pięć razy obszerniejsze niż te z wcześniejszego okresu), przy czym rok 1945 ma charakter pamiętnikarski – to wspomnienia dziewczynki, która skończyła lat dziewięć, rekonstrukcja wcześniejszych zdarzeń, zapis czterech dni z przełomu 1945/1946. Dziennik „Bożeny Ostoi” (tak podpisywała się wówczas 12-letnia autorka) na dobre rozpoczyna się 18 maja 1949 r.; mamy już zatem socrealizm – i dojrzewającą dziewczynę z inteligenckiego domu, interesującą się sportem (o jej pływackich umiejętnościach pisano w gazetach, lubiła też siatkówkę). To odmienna perspektywa niż znana nam z innych pochodzących z tego okresu dzienników. Źródło bardzo ciekawe, choć – w tym pierwszym tomie, z obiektywnych przyczyn (chronologia) – nieprowadzące jeszcze do tego, co wydaje się najciekawsze; tu mamy po prostu „cień zakwitających dziewcząt”, bardzo intymny dziennik dojrzewającej nastolatki, przywodzący trochę na myśl postać Młodziakówny z Gombrowiczowskiego Ferdydurke. Jak to było być nastolatką w stalinowskiej Warszawie?

Po latach Osiecka podważała wiarygodność swojego dziennika, nazywając zapisy z niego „nieszczerymi”, pisanymi „pod kogoś”, ponieważ pokazywała je np. koleżankom (nota edytorska, s. 476). Edytorka broni jednak wartości dziennika Osieckiej, argumentując, że czytelnik będzie miał wrażenie nawet odwrotne – zapisków szczerych, rozbrajających czy czasem kompromitujących i żenujących. Warto jednak pamiętać o fakcie pokazywania zapisków innym. Felberg powołuje się na opinię Pawła Rodaka piszącego, że „w zasadzie intymny może być tylko dziennik, który zostaje zniszczony przez diarystę”; a zatem – w tym sensie – prawdziwych dzienników intymnych nie ma, bo zostały zniszczone. Czym innym jednak są zapiski czasem komuś pokazywane – czym innym zapiski zachowane „na póź- Agnieszka Osiecka Dzienniki 1945–1950 Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 496 niej”, mające zakonserwować pamięć, nieudostępniane innym. To tylko ogólna uwaga do dyskusji – bo warto, szczególnie przy kolejnych tomach, o tej opinii Osieckiej pamiętać, analizując konkretne fragmenty pod kątem ich szczerości (w znaczeniu subiektywności, faktycznego spojrzenia osobistego na konkretne zdarzenia, świadectwa pisanego bez myśli o udostępnieniu go komuś w „czasie rzeczywistym”, nie po latach); może to dotyczyć szczególnie ważnych miejsc w jej biografii (podejrzewać można, że np. relacji z Hłaską).

Zapiski Osieckiej to jednak dzienniki, nie pamiętniki ani diariusze – pisała je z dnia na dzień (z wyjątkiem początkowego fragmentu mającego charakter pamiętnika), ale też zmieniała je później, tj. dokonywała redakcji swoich zapisków. Bardzo dobrą decyzją edytorską było ukazanie tych poprawek (co rzuca na jej osobę dodatkowe światło, np. kiedy Osiecka niemal 1,5 roku po zapisie z 15 października 1940 r. skreśla słowa „tak mi dopomóż Bóg” – s. 82).

Można mieć drobne uwagi do niektórych przypisów (np. celowe byłoby rozwinięcie przypisu dotyczącego endecji – nazwa polskiego stronnictwa narodowców często się zmieniała, „Narodowa Demokracja” to nazwa zwyczajowa, która przetrwała), jednak staranie edytorki, aby zachować źródłowy charakter dzienników, ukazać ich autentyzm, jest bardzo widoczne i godne uznania. Zastanawiam się tylko, czy dla zaznaczenia źródłowego charakteru edycji nie wystarczyłaby uwaga ogólna, która pozwoliłaby zrezygnować z częstych znaków „(!)”, sygnalizujących np. nieprawidłowy językowo, ale autentyczny zapis. Raz jeszcze trzeba jednak podziękować spadkobiercom, edytorce i wydawnictwu za podjęcie tej pracy, ciesząc się na kolejne tomy, które będą zapewne nie tylko gratką dla wielbicieli piosenek Osieckiej, ale ważnym źródłem do historii najnowszej.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter